Od dawna zastanawiałem się w jaki sposób PIS powinnien rozegrać kartę pod nazwą "Palikot". Podobne wątpliwości tj. "co" albo "czy" należy z tym panem coś robić pojawiają się w różnych miejscach, zarówno na Salon24 jak i na myPIS.
Jak zwykle w takich sytuacjach możliwe są dwie główne drogi:
1. Uznać, że Palikot swoim pajacowaniem robi szkodę przede wszystkim PO i zostawić.
2. Uznać, że Palikot swoim pajacowaniem robi szkodę nietylko PO i zwalczać.
Ta pierwsza teza, która ma wcale niemało zwolenników zakłada, że Palikot poprzez swoje głupie i po prostu chamskie wybryki przynosi PO większe straty niż jego brak. Dowodem na to ma być np. wynik Kaczyńskiego i Komorowskiego w Lublinie, gdzie wygrał ten pierwszy (w jako jedynym zresztą chyba mieście wojewódzkim).
Poza tym występy Palikota mają być dowodem na to, że hasło "zgoda buduje" to wydmuszka, która po wyborach właściwie zostaje skompromitowane w ustach PO.
Co do "zgody..." i jej wizji w PO to, kto obserwując poczynania panów Kutza, Niesołowskiego czy innych (czasami Nowak, ostatnio Tusk, prawie zawsze Pitera, prawie nigdy Gowin) i obserwując ich pozycję w Platformie może między bajki wsadzić takie deklaracje (kiedyś napisałem, że lepszym hasłem dla Komorowskiego pod Konstytucje dla WOŚP byłoby "Zmowa buduje, bo Partia jest najważniejsza"). PO jest pokojowa jak - zachowując proporcje i zdrowy rozsądek dla alegorii - obóz socjalistyczny w trakcie "zimnej wojny": na ustach pokój a w planach inwazja na Zachód, aby ten pokój zanieść.
Jeżeli Palikot zaś byłby szkodnikiem demolującym PO, to nie mam wątpliwości, że znalazłby się sposób, aby momentalnie pogonić go z partii. Jeśli tego Tusk nie robi to znaczy, że pan P.
- jest Platformie potrzebny, bo realizuje cele polityczne na które jest w obozie rządzącym zapotrzebowania,
- ma jakieś kwity, których wypłynięcie mogłoby zaszkodzić poważnie PO,
- ma silne umocowanie w Komorowskim (wspólne polowania w Rosji, Sylwestry itp),
- jego odejście doprowadziłoby do założenia przez niego nowej partii i odpływ jakiś procentów z PO (jak poczyta się komentarze pod artykułami o Palikocie na gazeta.pl czy tvn24.pl lub poogląda chwilę "Szkło kontaktowe" to może zobaczyć, że dla wielu zwolenników PO jest on pewnego rodzaju autorytetem - głównia "za dowalanie" Kaczorom).
Dla mnie osobiście Palikot jest "persona non grata" z kilku powodów.
Po pierwsze - merytoryczna dyskusja z tym panem nie istnieje (patrz rozmowa z Jadwigą Staniszkis w "Teraz My!"), więc jego usunięcie z dyskursu publicznego ma takie zalety i wady, jak zbanowanie trola na forum internetowym.
Po drugie - Palikot wprowadza do polityki styl, którego po prostu nie jestem w stanie zaakceptować: wychodząc od gadżetów (wiadomo...), poprzez sposób formułowania zarzutów (Kaczyński pijak, krew na rękach), hipokryzję w stopniu niespotykanym (deklaracje zmiany...). Szkoda gadać - po prostu Palikot dostacza coraz to nowych dowodów, że jego miejsce jest raczej w cyrku lub kabaracie a nie w polityce.
Po trzecie - Palikot zawłaszcza dla swych perfomrance przestrzeń debaty publicznej, odwracając uwagę od spraw naprawdę ważnych i niewygodnych dla PO. Wszyscy muszą się ustosunkować do tego co Tusk zrobi z Palikotem, czy Palikot miał prawo to czy tamto - i w rzeczywistości nie ma czasu na dyskusję nad Smoleńskiem, stanem gospodarki, reformach Tuska itp. Mówiąc wprost - straty jakie poniosłaby Platforma po rzetelnej dyskusji (czy to możliwe, znając dzisiejszy stan mediów) nad swoimi rządami byłaby chyba większa niż z wybryków Palikota.
Dlatego właśnie uważam, że w interesie PISu jest doprowadzenie do tego aby naciskać medialnie, by głowny nurt polityczny był wolny od pana P. Niech funkcjonuję na marginesie polityki, gdzieś pomiędzy Tejkowskim a Bublem.
Powinnien się dobrze czuć w tym towarzystwie.


Komentarze
Pokaż komentarze