W sumie to chyba mnie coś się pomyliło, bo Celiński to SDPL albo LiD (nie pamiętam dokładnie), a ja we wstępie piszę o zwycięstwie PO, którego prawicowym oponentom lewicowy przecież Celińśki na pewno nie życzy.
Jestem już jednak dużym chłopcem i wiem, że nawet najwybitniejsze tuzy intelektu nie twierdzą, że LiD wygra wybory. Wprawdzie przed chwilą mówił coś takiego w TOK FM Olejniczak, ale przecież ja o tuzach pisałem właśnie.
Tak się dodatkowo szczęśliwie składa, że ludzi rozumnych mamy dostatek. Oczywiście nie w PiSie, bo to partia ludzi słabo wykształconych, z małych wsi i miasteczek, ledwie wiążących koniec z końcem; ale w takim PO na pewno jest ich co najmniej czterech, w tym Niesiołowski. Skoro więc LiD wie, że nie wygra wyborów, wie to też Platforma. Ta ostatnia ma też dodatkowo świadomość, że nawet gdy wygra nie będzie mogła rządzić samodzielnie. Czego więc może sobie życzyć Celiński, jak nie zwycięstwa partii Donalda i z nią koalicji? Ale jaka koalicja, kiedy jedni prawica, tamci lewica, oni kapitał, tamci proletariat, tamci trele, oni morele itd.? No właśnie. Gdzie sens, gdzie logika? Bez ogólnej teorii wszystkiego nie sposób tego wyjaśnić Może więc po prostu PO nie jest wcale taka prawicowa tudzież lewicowcy i demokraci nie są znowu tacy lewicowi? Prawdopodobne, ale czy najbardziej? Czy w kontekście przyszłej koalicji nie rozsądniej po prostu założyć, że obydwie te partie są najzwyczajniej nijakie?
Całe szczęście, że pod dowództwem gdańskiego Rysia Lubicza polskiej sceny politycznej, sojusz ten pozostanie w niebycie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)