Ponieważ już ponad dwadzieścia lat – liczę od pierwszej wygranej PiS w wyborach – obracam się w patologicznym środowisku tresowanych przez zaprzyjaźnione media, ucharakteryzowanych na normalnych ludzi zombie, chcąc nie chcąc dociera do mnie, czym aktualnie indywidua te są karmione. Oczywiście, pasza podstawowa, codzienna, czyli nienawiść do PiS i wszystkiego co z nim związane zawsze tworzy bazę, jednak przecież dla urozmaicenia dorzucane są do niej czasem różne smaczki, żeby przeżuwające to wszystko zombiaki nie zorientowały się, że to żadne frykasy, tylko serwowana przez fałszywie uśmiechniętych kelnerów w poplamionych frakach mierzwa na plastikowych talerzach.
Od kilku dni w lokalnej garkuchni haute cuisine zamieszanie. W menu pojawiło się bowiem danie wprawdzie stare i sprawdzone, ale jednak dla nieprzywykłych kubków smakowych naszych smakoszy wręcz szokująco gorzkawe. Sybaryci są w szoku, bo zupełnie od niego odwykli. Dotąd wszak jedyny smak plugawego bogactwa, którym im dania przyprawiali, to ten związany z willą Kaczyńskiego na Żoliborzu, względnie zarobkami Obajtka lub stanem konta bankstera Morawieckiego. Cała jednak piramida żywieniowa elit bazowała na pogardzie dla bieda plebsu, co to do kościółka chodzi, leje żonę, przepija 800+ i szczytem jego marzeń jest Egipt po sezonie. A tu proszę, w Dubaju utknęli kasiaści i zamiast dupy nie zawracać i kombinować, jak tu się stamtąd wydostać za swoje, to pyszczą, że państwo powinno im w tym pomóc. Czy pojmujecie całą przewrotną grozę sytuacji? To nie jakieś odziane w podrabiane dresy Dolcze & Gabana Janusze z Grażynkami, ale – trzeba to wreszcie otwarcie powiedzieć – elektorat Uśmiechniętej Polski. Zdawałoby się więc, że chociażby z racji wierności ideom ośmiogwiazdkowym, coś się im należy. A tu figa, czyli konkret sto pierwszy – radźcie sobie sami.
Tak oto stanęliśmy, przynajmniej na jakiś czas, przed nową, wymagającą zmiany nawyków żywieniowych koniecznością dziejową. Od teraz żywimy się już nie tylko pogardą dla słabo wykształconych PiS nieudaczników, ale również dla rozpasanych bogaczy, którym od pieniędzy się we łbach pomieszało. Ich synonimem stali się generalnie raczej wyśmiewani tzw. influencerzy za którymi nikt specjalnie nie będzie płakał. A że to ledwie tylko margines tych, którzy w tamtej części świata utknęli? Cicho sza! Nowe, pyszne papu maskujące nieudolność państwa tak wam nimi przyprawimy, że prawie jak znana i lubiana polewka na ziobrze będzie smakowało Polubicie ją na pewno. Smacznego, kochani!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)