Miałem wczoraj dziwny sen. Siedziałem w nim w fotelu i oglądałem telewizję, gdzie były prezydent Aleksander Kwaśniewski debatował z liderem PO Donaldem Tuskiem.
Sen był bardzo realistyczny i musiał odzwierciedlać moją podświadomą niechęć do Tuska, bo śniłem tam, że ten przegrywał w potyczkach słownych z Aleksandrem Ka. Mogłem zresztą od razu zorientować się, że to nie dzieje się naprawdę, gdy Tusk nie wiedział jakie są podatki w zachwalanej przez niego Irlandii, a w tle nie słyszałem wydzierających się kiboli sympatyzujących z PO. Ale złudzenie było najwyraźniej tak przyjemne, że słodko drzemiąc z lubością i beztrosko je sobie kontemplowałem.
Nie da się ukryć, że wczorajsze doświadczenie senne pokazało całą moja małość i podłość, czyli słabo skrywaną niechęć do Charyzmatycznego Lidera Prawicy Donalda. To okropne, że mam takie sny, gdzie upadam aż tak nisko, by kibicować Kwachowi w nadziei, że ten odbierze głosy właśnie PeO.
Na szczęście ten zdradziecki, kompromitujący mnie sen się skończył i wiem już, że debatę wygrał Tusk, a największym przegranym jest Kaczyński.
Teraz gdy już nie śpię cieszę się, że jestem Polakiem i mam swoją własną, medialną rzeczywistość.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)