Staram się raz w tygodniu nie jeść mięsa, a że zazwyczaj dzień ten wypada przed sobotą, łatwo wywnioskować, że należę do tej zacofanej i niepostępowej części społeczeństwa, która zwykła biegać w nakryciu głowy usztrykowanym z moheru, nie omdlewa z zachwytu na sam dźwięk nazwiska Bartoszewski i co tu dużo mówić, na Platformę lub LiD po prostu nie głosowała. Wieśniak jestem i tyle.
W każdym razie ryba miała być po grecku, co nie jest bez znaczenia dla dzisiejszych przemyśleń.
Stojąc sobie tak nad patelnią i wbrew wszelkim zasadom nie tylko higieny, ale i zwykłej przyzwoitości paląc papierosa, zadumałem się troszkę. Przypomniałem sobie bowiem czasy studenckie i przedmiot o wdzięcznej nazwie "Bałkany".
Był to jeden z tzw. „wykaszaczy” i byłem się go szczególnie ponieważ prowadzący błyskawicznie poznał się na mojej kompletnej ignorancji i obiecał, że obnaży ją bezlitośnie na egzaminie.
Nie miałem wątpliwości, że groźba jest realna, gdyż był to człowiek zupełnie pozbawiony poczucia humoru i nie docenił subtelności mojego żartu polegającego na przedrzeźnianiu jego suchotniczych spazmów, którą to improwizację przypadkiem zauważył, kiedy zajęty spazmatycznym podrygiwaniem jego nadejście przegapiłem.
Jakkolwiek sprawy się przedstawiały egzamin jednak zdałem, bo wylosowałem wymarzone pytanie każdego studenta: "Rola kobiet na Bałkanach".
Udzielić na nie odpowiedzi potrafiłby chyba nawet mój kolega z uczelni technicznej, który sądził, że Macedonia leży w Ameryce południowej, a tubylcy są Indianami.
Wiadomo bowiem nawet dziecku, że rola kobiet na Bałkanach jest ograniczona i trzeba tylko zgadnąć, czy wykładowca woli, by opisywać ją z feministycznego , czy raczej patriarchalnego punktu widzenia.
Zboczyłem jednak z głównego tematu. A mianowicie Grecji o której świta mi jak przez mgłę informacja, że nie lubi być do Bałkanów zaliczana.
Niezależnie od tego, wspomniany wyżej wykładowca powiedział nam kiedyś, że jeżeli jadąc do tego kraju spodziewamy się zastać tam potomków wielkich filozofów, to możemy poczuć się srodze zawiedzeni.
Gdy wędząc się w oparach ryby i nikotyny sobie o tym przypomniałem, nie wiedzieć czemu przed oczami stanął mi Platformy Obywatelskiej członek Stefan.
Ależ on okrutnie pojechał po mniejszościach! Gdyby był z PiS, już dawno zostałby przez żakowskich zjedzony, przeżuty, wypluty i do dobicia Olejnikom i Wołkom pozostawiony.
Mniejsza jednak z tym, bo mądrze w sprawie praw gejów prawił Stefan, a ja nie o tym konkretnie napisać chciałem.
Wydało mi się wczoraj bardzo zabawne, że w takiej och i ach europejskiej partii za jaką chce uchodzić PO, ktoś głosi równie niepostępowe, a wręcz wszeteczne poglądy.
A że skądinąd wiem, że na platformę rozczarowani LiDem przedstawiciele wojującej frakcji mniejszości głosowali, to pewnikiem niejaki smutek bolesne słowa Pana Stefana w ich europejskich serduszkach wywołać musiały. Jednym słowem, po takim dictum z ręką w nocniku biedne raczki odnaleźć się pecha miały.
Zupełnie jak turyści, którzy jadąc do Grecji samych potomków Arystotelesów się tam zastać spodziewali :-)



Komentarze
Pokaż komentarze (24)