0 obserwujących
31 notek
21k odsłon
463 odsłony

Z Ostrzeszowa na Zachód

Jan Maliński, archiwum J.Malińskiego.
Jan Maliński, archiwum J.Malińskiego.
Wykop Skomentuj3

 

Moja znajomość z Janem Malińskim zapoczątkował list, który w części pragnąłbym zacytować, bo ukazuje tego człowieka takim jaki był naprawdę. Nigdy nie czuł się bohaterem, nie przypisywał sobie żadnych zasług, był skromny, otwarty, szczery i twardy. Taki pozostał w moich wspomnieniach. List od pana Jana:

[..] Po moim powrocie do Kraju w 1974 roku uważany byłem za „czarna owcę”, która wysługiwała się Królewskiemu Lotnictwu i którą trzeba potępiać n każdym kroku a nawet zniszczyć za współpracę z Zachodnimi Aliantami i dlatego osiedliłem się w moim rodzinnym Ostrzeszowie, gdzie byłem znany i szanowany jako jeden z tych żołnierzy, który walczył od początku do końca działań wojennych w Europie.

Przeto pozwalam sobie przysłać Panu tych parę załączników, które mam przy sobie, aby dołączyć się utrwalenia pamięci wszystkich kolegów, którzy nie mieli tego szczęścia (jak ja), aby doczekać się odzyskania prawdziwej wolności, o która niezmordowanie walczyliśmy na obcych niebach.

Jak może sobie Pan wyobrazić nie byliśmy cierpiętnikami, jak się niektórym może wydawać. Traktowaliśmy tę cała wojnę jako wielką przygodę, właściwą tylko takim, którzy czuli się zawodowcami w swoich poczynaniach.

Osobiście nigdy nie rozstawałem się z lataniem, aczkolwiek czasami było trudno o pracę od chwili, kiedy na Bahamach murzyni objęli władzę i trzeba było gdzieś wyemigrować z dwojgiem dzieci. Wybrałem Polskę (P.R.L.) z nadzieją, że Gierek, który żyjąc we Francji i Belgii będzie wiedział jak rządzić naszym Krajem.

Oczywiście, na początku było trudno, bo przedsiębiorstwo „LOT” nie chciało mieć ze mną nic do czynienia (tam dalej rządzili Sowieci), więc w 1973 przywiozłem dzieci (14 i 12) do rodziny w Ostrzeszowie, umieściłem w szkołach, a sam otrzymałem pracę jako technolog w Fabryce Urządzeń Mechanicznych jako tłumacz tekstów technicznych. [..]

Muszę przyznać, że nam wszystkim łącznie z moimi 5-cioma wnukami powodzi się dobrze (żona odmówiła przyjazdu i zmarła w Kanadzie) i lepiej nie można sobie wyobrazić mieszkając w Anglii, Kanadzie czy na Wyspach Bahama.

[..] wszyscy czujemy się b. szczęśliwi mieszkając prawie razem. Ja pomimo moich 83 lat, jeszcze na nogach, tylko że mam sparaliżowane palce i dlatego i dlatego piszę na maszynie.

Chciałbym zwrócić uwagę na ostatnie zacytowane zdanie, pisane przez Jana Malińskiego. Mimo, że jest ono bardzo osobiste i było pisane tylko do adresata, nie mogłem go pominąć. Otrzymałem ostatnio bardzo dziwne sygnały z kraju i zagranicy, że obce osoby opiekowały się panem Janem, natomiast rodzina nie przejawiała żadnego nim zainteresowania. Nie wiem skąd wzięły się te spekulacje, ale myślę, że od osób, które nigdy w progach ostrzeszowskiej willi nigdy nie gościły. Wydaję mi się, że są one krzywdzące dla rodziny, przy której do końca swojego życia Jan Maliński czuł się szczęśliwy.

Wrzesień 2000 roku, był dla pana Jan bardzo aktywny. Jako, że „robiłem” za kierowcę wybraliśmy się wspólnie na spotkanie do Warki. Zaproszenie przysłała pani dyrektor Anna Kornatek. Pana Maliński został przyjęty z wielkimi honorami. Po wspólnie spożytym obiedzie, udaliśmy się do jednego z pomieszczeń Muzeum, gdzie oczekiwała nas spora grupamieszkańców Warki. Spotkanie przebiegło w bardzo sympatycznej atmosferze. I gdyby nie fakt, że musieliśmy jeszcze tego samego dnia wrócić, pytaniom do bohatera Września nie byłoby końca. Nie minęło kilka dni, gdy odebrałem telefon od pana Jana z propozycją wyjazdu do Poznania. W Cytadeli organizowano spotkanie związane z 60 rocznicą Bitwy o Anglię. Jan Maliński miał być gościem honorowym tego święta. Po konsultacji z organizatorami zaproszono także Stanisława Marcisza z małżonka Władysławą. Jakże wzruszające było to spotkanie kolegów z XII promocji dęblińskiej Szkoły Orląt. Na uroczystości przybyła spora grupa poznaniaków, dająca przykład żywego zainteresowania historią Polski. Fakt osobistego poznania Państwa Marciszów, dawał nam preteksty do częstszego odwiedzania Poznania. Miło było zajechać do ich domu i przysłuchiwać się wspomnieniom dwóch pilotów myśliwskich. Następny nasz wspólny wyjazd był związany smutną okolicznością czyli śmiercią Stanisława Marcisza. Uczestniczyliśmy w ostatniej drodze przyjaciela pana Jana wraz z rodziną Władysława Kamińskiego. A później siedząc wspólnie przy stole wspominaliśmy tego dobrego człowieka. Ludzka pamięć jest zawodna i nie wszystkie zdarzenia zachowuje, ale te które utkwiły mi w pamięci, przekazałem najlepiej jak umiałem. Przed świętami Bożego Narodzenia zadzwoniłem do pana Jana jak co roku, by złożyć życzenia. Dowiedziałem się wówczas od córki, że pan Jan jest w szpitalu, ale jego stan nie zagraża jego życiu. Szóstego lutego 2006 roku Jan Maliński zmarł. Dziewiątego lutego został pochowany z honorami na cmentarzu w Ostrzeszowie.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura