24 obserwujących
246 notek
231k odsłon
  634   1

Pożegnania, odloty i powroty – z Polski na Florydę. Urlop jest konieczny

Z Internetu
Z Internetu

Jeszcze podczas podróży powrotniej Dreamlinerem - ptakiem na trasie Warszawa- Miami, moja Zosia zainteresowała się, czy do salonowego piszenia powrócę? Inne możliwości przecież mam!... Co do ptaków, Dreamliner albatrosa nie przypomina; zaznaczam to tylko dlatego, że albatrosy odbywają bardzo długie podróże... My wracamy jak gęsi.

Jaka jest różnica pomiędzy „piszeniem” i „pisaniem” kiedyś próbowałem na Salonie wytłumaczyć...Zosia o tym pamięta i dlatego zapytała tak, a nie inaczej... Jeśli będzie trzeba ( bo czasy przecież niezwykle ciekawe i coraz ciekawsze są) tłumaczył się znowu będę; rzecz jasna, że czynności „piszenia” i „pisania” zasadziły się na PiS-ie, z przyległościami... Ogólnie rzecz biorąc, dotąd raczej pisałem, albo pisywałem. Na Salonie24 też!

Wywinąłem się Zosi pokrętnie, że czas można spędzać bardziej przyjemne niż siedząc przed laptopem manipulując klawiaturą; mniemniej to przypomnienie dobrze zrozumiałem, jako-że na Salon dostałem się przez protekcję Zosi..

Zosia na różnych salonach bywała od zawsze; na ogół potrafi znaleźć Salon (przez duże „S”), ale salonowe kryteria posiada swoje... Salon, to salon... definicji przypominał nie będę, ale muszę przyznać, że zajęcie w roli Salonowego „storytellera” staje się dla mnie coraz mniej atrakcyjne, bo coraz bardziej atrakcyjna staje się południowo-florydzka pogoda... Hurricane season powoli się kończy.

Po niespełna 2 miesięcznym pobycie w Polsce wróciliśmy na Florydę - Zosia i ja, bo staram się Zosi zawsze towarzyszyć i jej życie ubogacać... Żeby kogoś „ubogacić”, jakieś bogactwo własne trzeba mieć, realne albo wymyślone - wirtualne, znaczy się... Jeśli bogactwa nie ma się żadnego – zawsze można pomarzyć, coś znaleźć i lepiej się czuć.

Powracamy razem, ale osobno... Zmęczeni, wręcz skonani – mało czasu, wiele zdarzeń i wydarzeń, podróże i spotkania – na różnych szczeblach relacji rodzinnych, przyjacielskich i okolicznościowych... Dużo tego było, będzie o czym wspominać i pisać – jednoznacznie i niejednoznacznie, wieloznacznie albo fantazyjnie, zgoła... Jeśli będzie się chciało.

Aliści, groteskowość wielu sytuacji i spotkań; z tymi z daleka i z tymi z bliska, nie daje zapomnieć, że całe życie jest groteską...

Im dłuższe życie, tym więcej w nim groteski... Często jest śmiesznie, najczęściej – strasznie...

Na wszelki wypadek, znajduje w sieci synonimy słowa groteska... Jest ich wiele; oto tylko niektóre – absurd, cyrk, drwina, farsa, heca, jaja, kino, kpina, nonsens, parodia, satyra, tragifarsa, tragikomedia, ubaw, widowisko... Pozostańmy przy „widowisku”.

Zosia, jako osoba zawsze pozytywna i postępowa, stara się dostrzegać tylko plusy dodatnie; często zgadza się ze mną, że „life is good”. Jeśli nie zawsze, to przeważnie.... Propagatorem sloganu „Life is good” jestem od zawsze, chociaż firma LG stosunki służbowe ze mna już dawno zwinęła... Rzecz jasna, chodziło o pieniądze... Co do plusów, coraz bardziej liczą się te, dodatnie podwójnie. O minusach, nie warto wogóle wspominać... Z dwojga pozytywistów, zawsze powstaje "coś dobrego"... Śmietankowe lody powstają ze śmietany.

Polska nas tak bardzo zmęczyła, że po powrocie postanowiliśmy wziąć urlop - to znaczy, że Zosia wraca do FLS z przyległościami, a ja do tego, co mi sprawia przyjemność... To prawie to samo, ale różnice bywają, głównie w identyfikacji podłoża po którym się stąpa... Na przykład, po piaszczystej plaży się stąpa, wchodząc do oceanu też... Zosia nierówności dna oceanu nie lubi, również chropowatość dnia codziennego ją męczy... Zosia woli kolorowe sny i zapachy przyrody „w naturze”... Byczek Fernando lubił wąchać kwiatki. Ja też!

Kolory odróżniam, bielszy odcień szarości w szczególności. Ale ponieważ do czarnych dziur, nie tylko in Universe, jestem przyzwyczajony – ponure chmury krajobrazowe mną ani wstrząsają, ani mieszają... Co do drinków, wolę dobrego scotcha niż „vodka Martini”... Oczy mam zawsze szeroko otwarte w słup, słyszę nie najgorzej; z oczami też nie jest tak bardzo źle...

Impresjonizm namalowany ostatnio w Polsce mam „w głowie”; postaram się skomentować różne jego obrazy według uznania... Rzecz jasna, mam na myśli uznanie własne... Często uznanie własne wyszarpuje się z uznania cudzego; całkowicie subiektywnie... „Uznanie”, własnością intelektualną być nie musi.

Żeby nie było wątpliwości – powrót Zosi był zroszony jej łzami tylko przed odlotem; w trakcie lotu już się uspokoiła, a po wylądowaniu jej humor powrócił zupełnie.

Osobiście, swój powrót porównuje do „Powrotu taty”, z twórczości Wieszcza Mickiewicza... To był prawdziwy powrót, z rzeczywistości urojonej do rzeczywistej... Rzeczywistość rzeczywista –

"Ruszajcie - kupiec na sługi zawoła - ja z dziećmi pójdę ku miastu".

Idzie... aż zbójcy obskoczą dokoła, a zbójców było dwunastu...

 Brody ich długie, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa;

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości