Przedwczoraj w Krakowie odbył się „marsz wyzwolenia konopi” na, którym spotkali się dwaj ekscentryczni liderzy niszowych środowisk. Janusz Palikot – do niedawna naczelny polski błazen oraz Janusz Korwin-Mikke – wieczny kandydat i jedyny „prawdziwy prawicowiec” w Polsce.
Obaj przywódcy wykorzystali ten marsz miłośników narkotyków, by powiększyć grono swoich zwolenników przed zbliżającymi się wyborami.
Janusz Korwin-Mikke zmotywowany dobrym wynikiem w ostatnich wyborach prezydenckich, tworzy „nową jakość” na prawicy i próbuje włączyć nią różne środowiska. Od narodowców przez degustatorów „zioła” do anarchistów. Spoiwem tej mieszanki ma być skrajnie liberalne podejście do gospodarki. Jednak nie wróżymy jego nowej partii trwałego sukcesu, gdyż taki kocioł światopoglądowy wcześniej, czy później musi wybuchnąć.
Natomiast Janusz Palikot robi wszystko, by w najbliższych wyborach jego partia osiągnęła chociaż 3% poparcia, które zagwarantuje mu dotacje z budżetu państwa. Są one dla niego niezbędne do przetrwania, gdyż w odróżnieniu od JKM nie posiada zahartowanych w przegranych bojach działaczy, a początkowy entuzjazm jego ludzi wygaśnie do wyborów w 2015 roku. Ponadto środowisko Palikota, który poza antyklerykalizmem i legalizacją narkotyków nie ma nic do zaproponowania, jest już zagospodarowane przez SLD i Rację Polskiej Lewicy.


Komentarze
Pokaż komentarze