Chyba tak należy rozumieć sposób w jaki ten - "przeuroczy i mądry młody mężczyzna" - staje w obronie tzw. resortowych dzieci, opisanych w książce Doroty Kani i spółki. Chodzi oczywiście o ludzi mediów "mętnego nurtu", których rodzice służyli komunistom, a którzy, dzięki pochodzeniu trafiali do mediów i teraz dziwnym trafem wiernie służą obozowi władzy.
Palikot najwyraźniej wzruszył się ich losem i nazwał współczesnymi Żydami. Faktycznie, co do pochodzenia niektórych ma Palikot rację, ale tylko i wyłącznie co do tego. On jednak sugeruje coś innego: że jest w tym jakieś podobieństwo do traktowania Żydów w czasach zagłady, robi sugestie, na które nikt przyzwoity i przy zdrowych zmysłach nigdy by sobie nie pozwolił.
Oczywiście, gdyby jego słowa dotarły do środowisk żydowskich, to miałby niechybnie wytoczony proces o kłamstwo oświęcimskie, dozgonne piętno antysemity, zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych i być może zakaz wstępu na salony Michnika, sąsiada z Alei Przyjaciół.
Nie znaczy to jednak, że z Palikota wylazł ukryty antysemita, raczej tak bardzo się starał, ze się zes...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)