sam w sobie ciekawostka przyrodnicza, ujawnia że:
-Sprawą Antoniego Macierewicza zajmuję się od grudnia 2011 roku. Nie ukrywam, że zgłosili się do mnie żołnierze z WSI, choć ze służbami nie miałem nic wspólnego. Zapoznając się z tym, co przedstawiali, zacząłem badać sprawę. Nie jestem oszołomem, więc sprawdzałem temat pod każdym względem. Bezpieczeństwo państwa jest kluczową sprawą.
Tutaj nasuwa się parę pytań?
Zgłosili się do niego "żołnierze", nie, byli żołnierze, nie istniejących służb, ale żołnierze. a skoro tak, to ciekawe, gdzie ci żołnierze służą i czyje rozkazy wykonują?
"Żołnierze" wybrali akurat Artura Dębskiego, człeka który ma kłopoty z prawem i jest oskarżany o podrabianie towarów. Podejrzanego o oszustwa najpierw ktoś umieścił na liście, potem ktoś wybrał do Sejmu, a jak już został posłem, to pierwszymi, którzy się do niego zgłosili z prośbą o interwencję byli jacyś "żołnierze". Ciekawe, jak do niego dotarli? Telefonicznie, przez Biuro Poselskie, jako wyborcy z jego okręgu, czy może osobiście?
Jako, że nie jest oszołomem więc sprawdzał temat pod każdy względem Czyli , jak? Z jakich i czyich źródeł korzystał, czy je weryfikował, czy robił to sam, a jeżeli tak, to jakie ma ku temu kwalifikacje?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)