Taki mianowicie, że nie wiadomo kiedy mówi poważnie, a kiedy żartuje. Kiedy natura facecjonisty bierze w nim górę nad statecznym mężem stanu.
Pamiętamy przecież, jak czekając na trumnę z Lechem Kaczyńskim zabawiał towarzystwo, jak prezydentowi Obamie zalecał by pilnował żony, jak podmienił kieliszek z winem królowej Szwecji. A czy nie żartem mówił, że jest kuzynem Bora-Komorowskiego?
Teraz trzeba się jakoś ustosunkować do dokonanej przez Antoniego Macierewicza likwidacji WSI i siłą rzeczy do słów pana prezydenta, który mówi, że czyniąc to Antoni Macierewicz wyrządził wiele krzywd ludziom i zaszkodził Polsce.
Chciałoby się oczywiście zawierzyć słowom głowy państwa, ale ta cholerna pamięć przeszkadza.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)