"Resortowe dzieci" i ich towarzysze poczuli się mocno dotknięci tym, że ktoś sięgnął do ich życiorysów i popatrzył kim byli i czym zajmowali się ich rodzice. Przy czym z jednej strony bronią swych rodziców i twierdzą, że są z nich dumni, a jednocześnie fakt publicznego przypomnienia czyimi są dziećmi ciężko ich obraża. Dziwne to, być dumnym i upokorzonym z tego samego powodu!
Prawda jest taka, ze ich rodzice chcieli dobrze służyć socjalizmowi, że słusznie podejrzewali, że ludzie wywodzący się z elit przedwojennej Polski będą najdłużej przywiązani do starego porządku, że należy ich wyeliminować, a sojuszników szukać gdzieś indziej, ze pochodzenie jest w tym pomocną wskazówką.
Dzisiaj, gdy mozolnie i kulawo wracamy do demokracji, widzimy, że ich ocena była prawidłowa, Na każdym kroku odczuwamy, jak gniecie pozostawienie starych elit, jak oddala się szansa na zbudowanie nowego.
Chyba stąd też to pomieszanie dumy i wciekłości u resortowych dzieci. Dumni są z ich rozsądku i realizmu, a wściekli, że rozsądek ich rodziców zwraca się przeciw nim.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)