Gdy ujawniono, że generał broni pilot Lech Majewski ma objąć funkcję Generalnego Dowódcy Rodzajów Sił Zbrojnych w internecie zawrzało, podawano liczne przykłady jego działań i zaniedbań szkodliwych dla Sił Powietrznych, którymi zawiadywał. Co więc zdecydowało o tym, że mimo wszystko, kochający armię, rzekomy kuzyn gen. Bora wręczył mu nominację? Pytanie to dręczy również gen Polko:
Byłem obecny na spotkaniu ws. tej uroczystości /sprowadzenia F-16/... problemy, które on poruszał, należało rozwiązać na poziomie sierżanta, a nie generała. To jest uderzające. On jest dworakiem, sztabowcem, człowiekiem bez charyzmy...To człowiek bez osobowości, bez twarzy. Nie wiadomo, w jaki sposób on doszedł do tak wysokiego stopnia. Jednak doszedł już bardzo wysoko. A tu jeszcze taki awans. Nie rozumiem tego.*
Czego po gen Majewskim mogą spodziewać jego żołnierze pokazał po katastrofie smoleńskiej:
Już w trakcie mojego dowodzenia siłami powietrznymi komisja stwierdziła, że rzeczywiście piloci lądowali poniżej dopuszczalnych minimalnych warunków atmosferycznych, stwarzając tym samym zagrożenie dla życia pasażerów. Moim obowiązkiem jako dowódcy zgodnie z obowiązującym prawem w takiej sytuacji było przekazanie sprawy do prokuratury. Tak też postąpiłem /wywiad dla GW/
Tyle, że to stwierdzenie pochodzi z drugiej opinii komisji, jej pierwsza wersja mówiła zupełnie co innego. Pierwszej generał nie przyjął, ale drugą niekorzystną dla pilotów, choć bazującą na tych samych danych, przyjął i na jej podstawie oskarżył.
Wygląda na to, że pan prezydent sprezentował nam Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych za którym w razie wojny pójdą politycy dzisiaj sprawujący władzę, ale żołnierze już niekoniecznie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)