dokąd będziemy ochłapem i kością
dla tych dwóch bestii warczących nad nami
do kiedy z lękiem będziemy spoglądać
na Wschód i Zachód skuleni i sami
Kazimierz Józef Węgrzyn
Wiele razy czytałem i cytowałem już książkę p. prof. Feliksa Konecznego p.t. „Święci w dziejach narodu polskiego”. Płakać się często chce i złość człowieka zalewa, ile to cierpień, zniszczeń, i wszelkiego innego zła sprowadzali na nasz polski dom nasi ‘przyjaciele’, odwieczni sąsiedzi, ze Wschodu i z Zachodu.
Kończę właśnie czytanie książki p.t. „Poczta do Karmelu. Korespondencja T. Kotarbińskiego i Marii Kuźmickiej z lat 1945 – 1973”, którą otrzymaliśmy w darze od naszej znajomej, Małgosi Kinowskiej, z domu Trzcińskiej, siostrzenicy p. Marii Kuźmickiej.
Na str. 145 czytam m.in. ”Pisał Pan Drogi w ostatnim liście o pobycie w Szwajcarii, tak przyjemnie słyszeć o takiej udanej ludzkiej rodzinie jak ci pp. Heillardowie. Zastanowiło mnie też, bo nie myślałam, że jest na świecie miejsce, gdzie byłoby jakoś tak życie ustabilizowane, aby zamek od XIII wieku należał do jednej rodziny przez cały czas. U nas z taką szybkością traci się wszystko i trzeba zaczynać na nowo”.
Dałby Dobry Bóg, żebyśmy mogli w niezbyt odległej przyszłości, zbudować jakieś tamy, mury, kładki nad Polską, czy tunele, by się nasi odwieczni wrogowie mogli kontaktować ze sobą, a nam wreszcie dali święty spokój, i zapomnieli o nas. Żeby się przestali nami ‘interesować’, ‘opiekować’, ‘pomagać’, czy ‘doradzać’. My potrafimy żyć i radzić sobie doskonale bez naszych odwiecznych ‘przyjaciół’. A oni w dzień i w nocy, nie mogą zapomnieć o naszym istnieniu.
Najwyższa już pora, abyśmy wyzwolili się od ich ‘troskliwej opieki’, bo zdaje mi się, że oni znowu mocno myślą i pracują nad tym, jakby tu nam jeszcze raz ‘pomóc’.
Pomyślmy tylko przez chwilę, jakże inaczej wyglądałoby nasze polskie życie, nasz piękny i bogaty kraj, gdybyśmy co pewien czas nie musieli przeganiać naszych ‘przyjaciół’ z naszego polskiego podwórka. Żebyśmy nie musieli sprzątać po nich i odbudowywać, żebyśmy nie musieli lizać naszych ran, i prosić Miłosiernego Boga o pomoc w tej ciągłej niedoli.
Tyle ruin, tyle krwi przelanej, tyle łez, tyle zła – kiedy oni wreszcie dadzą nam spokój? My nie zabiegamy o ich przyjaźń, my chcemy tylko żyć z nimi w pokoju, ale na dystans.
Tak się dziwnie złożyło, że moja kolejna wiosenna lektura też sprowadziła się od tego tematu. J. M. Rymkiewicz w swojej książce p.t. „Kinderszenen” zwraca uwagę, że polska ziemia jest wielkim cmentarzyskiem, że ciągle musimy budować nowe domy i obiekty. A budować musimy dlatego, że poprzednie legły w gruzach. M.in. dlatego w Warszawie w wielu miejscach nie robi się zbyt głębokich wykopów, żeby nie natknąć się na stare ruiny, kości i cmentarzyska. Odnosi się to szczególnie do wielkich miast, gdzie jak pisze p. Rymkiewicz – śmierć domów, ludzi, zwierząt, jest fundamentem wielkiego miasta. Wiele nowych domów i obiektów wybudowanych jest ... na śmierci. Stąd nasze życie, nasze plany i marzenia są chwiejne, takie niepewne, takie nieuporządkowane. Stąd tyle piękna i dobra, i materialnego i duchowego, polskiego, legło w gruzach.
I ciągle musimy je odbudowywać.
W tej książce znajdujemy też kilka ciekawych opinii o nas Polakach, które pewnie mają w pamięci również współcześni Niemcy.
„Frank raczej nie żywił do Polaków sympatii, można nawet powiedzieć, że nas nie lubił, a jeśli lubił to tylko pod postacią Hackfleischu. Przemawiając do rzeszowskich Niemców, powiedział, że jesteśmy, a przynajmniej możemy być ludźmi godnymi zaufania. ‘Zasadniczo, Polacy są – kiedy się ich grzecznie i delikatnie traktuje – najbardziej godnymi zaufania siłami roboczymi w Europie, i to szczególnie do stałej, prostej roboty’.
To dopiero komplement! Ale kilka zdań dalej czytamy jeszcze boleśniejsze proroctwa.
„Frank nie był idiotą, przeciwnie, był to człowiek myślący, zły, inteligentny (zła inteligencja jest inteligentniejsza od dobrej inteligencji). Dobrze więc rozumiał, że losy Trzeciej Rzeszy są już przesądzone i że trzeba coś teoretycznie wymyślić na przyszłość. Trzeba jednak przyznać (musimy to przyznać, nawet jeśli brzydzimy się pomysłami morderców), że nie było to źle wymyślone – i że nawet było to coś w rodzaju wizji przyszłości, że mamy w tym przypadku do czynienia z czymś w rodzaju proroctwa. Takiego w dodatku, które się sprawdziło, które sprawdza się na naszych oczach. Proroctwa mówiącego, że Polacy, jako siła godna zaufania, a nawet (jak tłumaczy słownik niemiecko-polski) niezawodna, wreszcie przydadzą się na coś w Europie i swoją pracą będą wspierać właśnie ten porządek, który zaprowadzą w niej Niemcy”.
A więc, nie da się ukryć, że podstawy teoretyczne pod naszą ‘przyjaźń i współpracę’ z Niemcami zostały solidnie przemyślane i przygotowane już wiele lat temu. Ale na tym jeszcze nie koniec. W 1943 roku Frank na Wawelu przedstawił jeszcze inne koncepcje, które też okazują się być trwałe do dnia dzisiejszego. W książce p. Rymkiewicza czytamy dalej:
„Frank zwrócił się wówczas do Polaków z propozycją, żeby przestali szaleć i zrezygnowali z marzeń o własnym państwie, które z wyroku niemieckiego przestało istnieć i nigdy więcej istnieć nie będzie – ‘Już sama myśl jakiejkolwiek odbudowy państwa polskiego jest szaleństwem ze strony Polaków’”.
I jeszcze jedna myśl generalnego gubernatora Franka wypowiedziana w owym czasie na Wawelu:
„Oświadczam z tego historycznego miejsca, że dla Fuhrera i narodu niemieckiego wszystkie problemy historyczne związane z Polską są rozstrzygnięte i nie interesuje nas wcale, czy gdziekolwiek na świecie prowadzi się fantastyczne dyskusje o sprawach należących do przeszłości”.
A więc nie ma Polski i nie ma historii. Historia Polski też dobiegła do końca.
„Dla Polaków – mówił dalej generalny gubernator – istnieje tylko jedna możliwość: oddanie swych sił na usługi Europy pod niemieckim przewodem dla własnego dobra, swego dobrze chronionego sposobu życia i odrębności kulturalnych”.
Przypomnę, że te koncepcje sformułowane zostały w roku 1943. Wtedy się to jeszcze nie spełniło. A dzisiaj mamy rok 2011 i widać, że nabierają one ... życia. Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden szczegół. W tych mowach i w innych też, zawsze mówiło się o wyroku niemieckim, o narodzie niemieckim, o państwie niemieckim, a nie o nazistowskim, jak to jest dzisiaj w zwyczaju.
Jak dobrze pamiętamy, Niemcy już kiedyś ‘rządzili’ w Europie, w tym także i na ziemiach polskich. I gdy tylko zaczynały się ich ‘rządy’, Polska cierpiała najbardziej. Na szczęście dla nas nie udało im się jeszcze nigdy zrealizować swoich planów do końca. Więc, czy dzisiaj chcemy dać im jeszcze jedną szansę na realizację ich ‘dobrosąsiedzkich zamiarów’?
Podobnie trwałe i solidne są podstawy naszej ‘przyjaźni’ z odwiecznym naszym sąsiadem ze Wschodu. Ich analizę możemy prześledzić czytając wspomnianą na wstępie książkę p. prof. Feliksa Konecznego, i „Pamiętniki” św. abp. Ks. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.
Przytoczę tutaj tylko jeden przykład, wystarczająco jasno ilustrujący te relacje.
W „Pamiętnikach” Z. Sz. Felińskiego na str. 105 czytamy: „Znane jest powszechnie wyrzeczenie cesarza o nas: ’Dzielę ja Polaków – powiedział on – na dwie kategorie: jedni mi służą, drudzy walczą ze mną. Pierwszymi gardzę, drugich nienawidzę”.
Czy imperator Wladimir zapomniał o tej zasadzie?
A czy polskie władyki nie znają tej zasady?
Ona jak Lenin – wiecznie żywa.
Piękne i na czasie są też myśli p. Rymkiewicza o znaczeniu Powstania Warszawskiego 1944, czy Chrztu Polski z roku 966. A stąd i wniosek ogólny o tym czym jest historia. Tak jak Chrzest Polski sprzed 1000 lat ma ciągle wpływ i znaczenie dla nas Polaków i mieć będzie po wsze czasy, tak i Powstanie Warszawskie ma podobne znaczenie i wpływ na nasze dzisiejsze życie i na nasze pojmowanie rzeczywistości. Powstanie Warszawskie było i jest jeszcze przez niektórych traktowane jako klęska, a nawet jako wielka tragedia narodowa. A tymczasem, Powstanie Warszawskie, podobnie jak i Chrzest Polski, ciągle trwa, ciągle żyje w nas Polakach, ciągle wpływa i wypływać będzie na nasze życie i na pojmowanie przez nas naszych losów i zadań. I Powstanie Warszawskie i Chrzest Polski, jeszcze się nie skończyło, jeszcze trwa i ma i mieć będzie wpływ na to, że Polak jest Polakiem, a Polska jest i będzie Polską.
Gdyby 1000 lat temu nie było Chrztu Polski, gdyby w 1944 roku nie było Powstania w Warszawie, inną mielibyśmy Polskę dzisiaj i innymi bylibyśmy Polakami, a może nawet już by Polaków na tej ziemi nie było.
Muszą o tym pamiętać i Polacy i nasi odwieczni ’przyjaciele’ Niemcy i Ruscy. Niemcy i Ruscy niewiele się nauczyli z historii, szczególnie z tej z ostatnich lat. Trzeba by i oni wreszcie zrozumieli, że jeśli im coś dolega, jeśli im nieswojo żyć obok Polaków, to niech się wyprowadzą gdzieś precz, niech zamieszkają z dala od nas, z dala od Polski. Bo nam Polakom zupełnie nie przeszkadza to, że koło nas żyją Niemcy i Ruscy. Nie przeszkadza, pod jednym warunkiem, że nie będą się już nigdy więcej wtrącać w nasze polskie życie, tak jak my, nie wtrącamy się w ich życie.
Z tego co wiem, to diabeł strasznie boi się święconej wody. Boi się również modlitwy i miłości. Jeśli chodzi o miłość, to wydaje mi się, że brakuje jej i u Niemców i u Ruskich. Mam na myśli nie tylko ich ‘miłość’ do nas, ale i ich wzajemną ‘miłość’ do siebie. To nie miłość ich łączy w działaniach, to raczej odwieczne pragnienie ‘rozwiązania sprawy polskiej’. Sł. B. ks. Stefan kardynał Wyszyński pisał i pouczał nas, że nie wolno nam Polakom dopuścić do tego, aby w sercach naszych zagościła nienawiść do naszych wrogów, czy przeciwników. Sam często modlił się za tow. Bieruta.
Dla nas też wielkim orężem jest modlitwa. Modlitwa o potrzebne łaski i moce dla nas. Ale również modlitwa za naszych nieprzyjaciół, aby Miłosierny Bóg oczyścił ich serca i umysły z nienawiści do innych narodów, do swoich sąsiadów. A ponadto zmienić ich może nasza prawdziwa, mocna wiara w Boga. Bo na tym świecie, i losy ludzi i losy narodów są ciągle w rękach Boga, a nie w rękach generalnych gubernatorów, premierów i prezydentów.
Dobrze, żeby o tym wiedzieli i zrozumieli te problemy wreszcie, nie tylko Niemcy i Ruscy, ale także i ci, którym się wydaje, że rządzą w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)