Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo
634
BLOG

Niechaj Polacy swoje gęsi znają - Adam Kruczek

Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo Gospodarka Obserwuj notkę 4

Powietrze, słońce, zielona trawa i owies - tego potrzebuje polska gęś owsiana, aby wieść prym wśród innych, nie tylko europejskich gęsi hodowlanych. Choć Polska była i jest potentatem w hodowli tych ptaków, ich niepowtarzalny smak cieszy podniebienia nieomal wyłącznie Niemców, a polscy hodowcy skazani na dyktat cenowy zagranicznych odbiorców i krajowych firm eksportowych balansują na granicy opłacalności. Ich sytuację mógłby poprawić wzrost wciąż niewielkiego popytu wewnętrznego.

Polska specjalność

Historia hodowli gęsi w Polsce sięga XVII wieku. W XIX stuleciu rozwój hodowli był już tak duży, że rocznie na Warszawskiej Giełdzie Towarowej sprzedawano ponad 3,5 miliona żywych ptaków. Ogromne stada gęsi po przepędzeniu przez ciekłą smołę i piach (by zabezpieczyć ptasie łapy przed zranieniem) wędrowały "pieszo" do miejsc przeznaczenia - głównie w Prusach. Polska do dziś jest największym producentem gęsi w Europie. Produkcję tę szacuje się ostatnio na prawie 17 tys. ton. Tradycyjnie głównym ich odbiorcą są Niemcy. Na sukces polskich hodowców decydujący wpływ miały osiągnięcia Instytutu Zootechniki - Zootechnicznego Zakładu Doświadczalnego Kołuda Wielka na Kujawach. W wyniku realizowanego od 1962 r. autorskiego programu wyhodowano tam unikalną i zastrzeżoną stosownymi patentami odmianę gęsi o niezwykle korzystnych walorach jakościowych mięsa i pierza oraz doskonałych parametrach hodowlanych. Odmiana, zwana białą gęsią kołudzką, określana również jako polska gęś owsiana, zdominowała w ok. 95 procentach polską produkcję eksportową tych ptaków.

Specjaliści podkreślają, że doskonała jakość polskich gęsi owsianych wynika z ich przystosowania do rodzimych warunków środowiskowych i żywieniowych. Wykorzystuje się tu fakt, że gęsi jako ptaki najmniej udomowione doskonale bytują w naturalnych warunkach. Trwający ok. 4 miesięcy chów młodych ptaków odbywa się więc na pastwiskach pod gołym niebem. - Do 12. lub 13. tygodnia życia gęś chodzi sobie swobodnie po wybiegu, czyli z reguły po rozległych ogrodzonych łąkach - wyjaśnia Józef Gruszczyk, hodowca i prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Gęsi. - Stado jest karmione paszą, ale najistotniejszym składnikiem pożywienia jest w tym czasie trawa. Dopiero przez ostatnie 3-4 tygodnie ogranicza się im przestrzeń i podaje tylko owies i wodę.
Gęsi potrafią wyskubać wszystko, co wyrośnie na łące. Istnieją fermy dysponujące bardzo rozległymi pastwiskami, które są w stanie całkowicie wykarmić wielotysięczne stado, ale gdy teren jest mniejszy, trzeba ptakom dostarczać zielonkę.

Józef Gruszczyk uprawia ok. 30 ha ziemi wraz z użytkami zielonymi. Cała produkcja rolna jego gospodarstwa jest podporządkowana hodowli gęsi. Łąki są koszone, by dostarczyć ptakom zielonki, gęsi zjadają ziarno zebrane z pól. Najczęściej okazuje się, że własnego zboża nie starcza i trzeba wówczas go dokupić. Stado liczące 3 tys. gęsi w ciągu 4 miesięcy potrafi zjeść ok. 90 ton zboża.

W pierwszych tygodniach chowu niezbędna jest pełnoporcjowa pasza, którą można kupić lub samemu przygotować. - Ptakom trzeba dostarczać wówczas białko i witaminy, składniki mineralne, np. kredę na rozwój układu kostnego - tłumaczy prezes Gruszczyk. - Ale nie stosujemy tu żadnego wspomagania hormonalnego, chemicznego, przetrzymywania na antybiotykach, co zdarza się na fermach produkujących kurczaki. Cały proces tuczu gęsi odbywa się na bazie naturalnej, a ogromną rolę odgrywają świeże powietrze i słońce.

Wydawać by się mogło, że ekologiczna, prowadzona przez rodzinne gospodarstwa rolne hodowla, wysoka jakość polskich gęsi oraz możliwości eksportowe otwierają przed tą gałęzią rolnictwa ogromne perspektywy. Tymczasem produkcja polskich gęsi kurczy się, a hodowcy narzekają na brak rentowności i zapowiadają likwidację stad.

Przełamać niemiecki monopol

Mijający rok w odróżnieniu od dwóch poprzednich lat był dla polskich gęsiarzy rokiem tłustym, w którym ceny skupu odpowiadały mniej więcej kosztom produkcji. Hodowcy zaznaczają jednak z przekąsem, że stało się tak dopiero po tym, gdy na polskim rynku zaczęło brakować gęsi właśnie z powodu nieopłacalnych dla hodowców cen. - U nas, odkąd pamiętam, w gospodarstwie były gęsi, nawet ulica, przy której mieszkaliśmy, nazywała się Gęsia - wspomina Józef Gruszczyk. - Uścimów i Ostrów Lubelski to było kiedyś prawdziwe zagłębie hodowlane gęsi. I nie mówię o gospodarstwach trzymających stadka liczące po 20-30 sztuk, bo to było powszechne, ale o hodowlach liczących powyżej 1000 sztuk. To już się skończyło. Z różnych względów - głównie ekonomicznych i demograficznych. Teraz w Ostrowie jest nas dwóch, w Uścimowie jeszcze kilku - i to wszystko.
Trudno dziś precyzyjnie wskazać, ilu hodowców gęsi działa w Polsce. Według szacunkowych danych może być ich ok. 2 tys., ale rokrocznie ich liczba ulega znacznym zmianom. Sezonowi hodowcy pojawiali się np. wtedy, gdy na rynku mocno staniał owies albo gdy całkowicie nieopłacalna stała się hodowla trzody chlewnej i rolnicy na rok czy dwa lata przerzucali się na produkcję gęsi, podobnie jak hodowcy indyków i kurczaków.

- Przyczyniło się to do wielu szkód w naszej branży, gdyż popsuło negocjacje z firmami skupującymi, które lekceważąc hodowców z kilkunastoletnim doświadczeniem, zaczęły zawierać umowy z nowymi przy znacznie obniżonej cenie - wskazuje Józef Gruszczyk. - Jak w każdej branży potrzebna jest tu stabilizacja, tymczasem jednego roku zakłady proponują dobrą cenę, a w kolejnym tak niską, że nie gwarantuje ona zwrotu kosztów produkcji.

Tej sytuacji ma dość Zbigniew Kołodziej gospodarujący na swoim 100-hektarowym majątku Rutka w gminie Puchaczów leżącym na skraju Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego i od 25 lat hodujący m.in. gęsi. Choć uważany jest za prawdziwego hodowcę pasjonata, zarzeka się, że w przyszłym roku nie zamierza podejmować produkcji gęsi kołudzkiej ubojowej z powodu zbyt dużej huśtawki cenowej na polskim rynku. Ma zamiar zrezygnować też z hodowli stada reprodukcyjnego tych gęsi. - Z roku na rok zakłady obniżyły mi o połowę cenę za jaja wylęgowe. Pocieszano mnie słowami: "Przykro nam, ale nie miał pan szczęścia" - wyjaśnia motywy swojej decyzji. - W tym roku cena wróciła do poprzedniej, ale przez dwa lata płacili mi połowę ceny. Moja roczna produkcja to ok. 100 tys. jaj, więc można sobie wyobrazić, jakiego solidnego kopniaka finansowego dostałem. A umowy są tak sprytnie skonstruowane, że podpisując deklarację o produkcji przez 5 lat, nie mogę się wycofać, bo grożą mi duże kary pieniężne. Na szczęście w przyszłym roku kończy się okres kontraktacyjny i nie zamierzam go przedłużać.

Zbigniew Kołodziej kończy urządzać pensjonat z nowoczesnym zapleczem kuchennym i dużą salą konferencyjno-bankietową, a biznesową przyszłość wiąże z agroturystyką i hodowlą stad zachowawczych.

- Stanowią one swoistą rezerwę genów polskich rodzimych ras, które podlegają ochronie - wyjaśnia i przyznaje, że w jego zawodzie zootechnika to najbardziej pasjonująca dziedzina. W swoim gospodarstwie hoduje jedyne w Polsce stado zachowawcze gęsi biłgorajskiej, którego nie zamierza się pozbywać. Ma też koniki polskie, bydło białogrzbiete i dwa stada owiec - wrzosówkę i nizinną uhruską.

Wielu rozgoryczonych hodowców chce o produkcji gęsi owsianej jak najszybciej zapomnieć. Obwiniają za swoje problemy pazerne zakłady ubojowe przerzucające ciężar rynkowej dekoniunktury na rolników, a także zbyt długi łańcuch pośredników. Wskazują też na szkodliwość niemal 100-procentowego uzależnienia produkcji i cen gęsi od rynku niemieckiego, przez co zyskowność tej hodowli w Polsce jest niedoszacowana. Okazuje się, że Niemcy, wykorzystując pozycję jedynego odbiorcy, do ostatniej chwili zwlekają z negocjacjami cenowymi z firmami eksportującymi i uzależniają swoje ceny od dostępności gęsi na polskim rynku, a nie od rzeczywistych kosztów produkcji.

Wszyscy, którym na sercu leży rozwój hodowli gęsi w Polsce, zgodnie twierdzą, że sposobem na zaradzenie temu dyktatowi mogłoby się stać pobudzenie zapotrzebowania na gęsinę wśród Polaków, którzy obecnie konsumują dosłownie śladowe ilości tego mięsa.

Gęsina na św. Marcina

Gwałtowny spadek zainteresowania gastronomicznego mięsem gęsim w Polsce to zjawisko z ostatnich dziesięcioleci. Związane jest m.in. z przemianami na polskiej wsi i masowym odchodzeniem od trzymania zwierząt gospodarskich. W przypadku gęsi dużą rolę odegrała likwidacja popularnych wiejskich GS-ów, które prowadziły ich skup. Wcześniej w każdym szanującym się gospodarstwie trzymano stadko tych ptaków, z których pozyskiwano pierze i smaczne mięso, a nadwyżkę spieniężano.

W Polsce, podobnie jak w całej chrześcijańskiej Europie, zwyczaj jedzenia gęsiny związany był ze wspomnieniem św. Marcina, bardzo popularnego świętego z IV wieku po Chrystusie, patrona Francji, miasta Amiens oraz młynarzy, sukienników i żołnierzy.

Już jako biskup Tours w czasie głodu uratował życie biedakom, nakazując bicie gęsi uchodzących w Cesarstwie Rzymskim za nietykalne. Dodatkowym argumentem za spożywaniem gęsiny 11 listopada był przypadający na ten czas koniec sezonu hodowlanego i okoliczność, że wtedy gęsi były najtłustsze i najsmaczniejsze.

W polskiej tradycji ucztę z gęsiny urządzano w wigilię św. Marcina. Co warte podkreślenia, pieczone gęsi pojawiały się zarówno na stołach szlachty i mieszczaństwa, jak i w chłopskich zagrodach, co może świadczyć o egalitarnym i integrującym charakterze tej tradycji.
Warto do niej powrócić, gdyż mięso z tych ptaków poza niekwestionowanymi walorami smakowymi jest wyjątkowo zdrowe. Gęsina posiada bardzo dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych, białka, żelaza, a także witamin z grup A, B i E. Jest zalecana przez dietetyków w profilaktyce schorzeń naczyniowo-sercowych i przy osłabieniu organizmu. Zaskakujące, że przy tłustości gęsi jej mięso zawiera jedynie od 3,5 do 5 proc. tłuszczu, a np. cielęcina ma go 8 proc., wieprzowina - blisko 30 procent. To dlatego, że mięso gęsi nie otłuszcza się, a tłuszcz gromadzony jest tylko w jednym miejscu - w fałdzie skórnym w dolnej części brzucha. Nazywa się on tłuszczem sadełkowym.

- Polskie gospodynie rzadko używają tłuszczu gęsiego, gdyż go nie znają - uważa Zbigniew Kołodziej, który jest prawdziwym znawcą i smakoszem potraw z gęsi. - A tłuszcz ten w domowej kuchni nadaje się absolutnie do wszystkiego - do smażenia, pieczenia, gotowania. W naszym domu stosujemy go do ciast, na nim robimy frytki, smażymy ryby. Nie ma żadnego zapachu. Należy do najlepiej przyswajalnych przez organizm, jest lekkostrawny, porównywalny jedynie z oliwą z oliwek.
Pan Zbigniew wskazuje, że tłuszcz gęsi można również stosować w celach terapeutycznych, gdyż odznacza się znakomitą przenikalnością przez ludzką skórę i dlatego połączony z olejkiem kamforowym jest skutecznym lekarstwem na bolące nogi, barki, kolana itp. Według jego sprawdzonej receptury, 30 mililitrów olejku kamforowego po zmieszaniu z dwiema łyżkami tłuszczu gęsiego daje doskonałą maść na dolegliwości stawowe.

Od kilku lat głównie w województwie kujawsko-pomorskim, do którego należy Kołuda Wielka, uznawana za stolicę polskiej hodowli gęsi, trwają próby restytucji gęsiego mięsa i jego przetworów na polskie stoły. W ramach akcji pod nazwą "Gęsina na św. Marcina", która zaczyna nabierać charakteru ogólnopolskiego, odbywają się festyny, kiermasze, specjalne akcje promocyjne w kraju i za granicą, konkursy z cennymi nagrodami, warsztaty przeznaczone dla mistrzów sztuki kulinarnej, a nawet oferowana jest usługa "gęś na telefon". Do celów promocyjnych organizatorzy usiłują wykorzystać również czasową zbieżność uroczystości św. Marcina ze Świętem Niepodległości. Argumentują, że skoro Amerykanów w Święto Dziękczynienia może łączyć tradycja wspólnego spożywania indyka, to dla Polaków świętujących Dzień Niepodległości analogiczną rolę mogłaby spełniać nasza rodzima gęś owsiana. Trudno odmówić im racji.

Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Gospodarka