W ostatnich wyborach parlamentarnych nie wzięło udziału ponad 50% uprawnionych do głosowania. Mamy więc do rozwiązania bardzo poważny problem. Nie jest to problem żadnej partii politycznej. Jest to problem do rozwiązania przez dojrzały naród. Słyszałem i czytałem o kilku metodach rozwiązywania tego poważnego problemu. Metoda 1 – machnąć na nich ręką. Metoda 2 – karać za niewzięcie udziału w wyborach. Metoda 3 – rozmawiać, prosić, namawiać, a nawet przekupywać brzęczącą monetą. Metoda 4 – zniechęcać, aby jak największa liczba obywateli nie brała udziału w wyborach.
Ale jest jeszcze metoda 5, która mi dzisiaj z rana przyszła do głowy.
Opiszę ją na przykładzie wyborów parlamentarnych. A gdyby udało się z niej zrobić metodę rzeczywiście użyteczną, to wtedy możnaby opracować jej warianty także dla wyborów samorządowych.
Załóżmy, że w Sejmie zasiada 200 posłów. W wyborach wzięło udział 50% obywateli uprawnionych do głosowania, więc do obsadzenia jest na razie tylko 100 mandatów. A pozostałe 100 miejsc obsadzimy w wyborach ‘uzupełniających’, które oczywiście odbędą się dopiero po zakończeniu, nazwijmy ją, ‘pierwszej fazy’ wyborów.
Kandydatów w ‘drugiej fazie’ wyborów mogą zgłaszać tylko obywatele, czy ich grupy, którzy nie brali udziału w ‘pierwszej fazie’. Prawo głosu też mają tylko ci obywatele, którzy nie brali udziału w ‘pierwszej fazie’ wyborów.
Oczywiście nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale nie słyszałem, aby gdzieś stosowany był podobny system wyborów. Mnie się on podoba z wielu powodów. Jest w większym stopniu schematem wyborów demokratycznych, niż te wybory, które teraz nazywamy demokratycznymi. A gdyby w ‘pierwszej fazie’ tych wyborów nikt z obywateli nie wziął udziału, wtedy przechodzimy natychmiast do ‘drugiej fazy’ i mamy wówczas w pełni demokratyczne wybory, bo nie ma tu oczywiście miejsca na żadne partie polityczne, na żadne listy partyjne, itp niedemokratyczne chwyty. Ponadto wybory są w okręgach 1-mandatowych, więc wygrywa w każdym okręgu wyborczym ten, kto otrzyma największą liczbę głosów. I żadne inne metody i ‘udoskonalenia’ nie są brane pod uwagę.
Dziwi mnie i to bardzo, kiedy czytam, że 1-mandatowe okręgi wyborcze są wymysłem naszych przeciwników politycznych („jest to zamysł naszych przeciwników” powiedział p. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”, 14.11.2011). A jeszcze bardziej oburza mnie stwierdzenie, z tego samego wywiadu, że „on nie mieści się w ramach demokracji”. Z tego co wiem, w wielu krajach uznawanych ciągle za demokratyczne np. w Kanadzie, od wielu już lat wszystkie wybory odbywają się w 1-mandatowych okręgach wyborczych i mimo tego Kanada pozostaje krajem demokratycznym. Myślę, że zamiast bać się tego systemu, lepiej go dobrze poznać i właściwie wykorzystać. Oczywiście, jeśli w każdym okręgu wyborczym partia o nazwie PO będzie miała większą od PiS-u liczbę zwolenników, to PiS te wybory przegra z kretesem. Ale jeśli PiS w każdym okręgu wyborczym będzie posiadal większą od PO liczbę zwolenników, to wtedy możemy zapomnieć i o PO, i o RPP, i o SLD, i o PSL, na zawsze.
Oczywiście nie da się tego ukryć, że każda z tych metod wymaga ‘nieco’ pracy nad przyszłym wyborcą; a metoda 5 może najwięcej, przynajmniej na początku. Ale musimy zrozumieć jeszcze jedną prawdę. Najważniejszą, albo delikatniej mówiąc, jedną z najważniejszych przyczyn wszelkiego zła na tej ziemi nie są jedynie nasi przeciwnicy, ani też media, ale przede wszystkim nasza niewiedza. Przyczyną naszych chorób i dolegliwości fizycznych, nie jest brak lekarstw, tylko nasza niewiedza. Przyczyną naszych trudności w zrozumieniu otaczającej nas rzeczywistości jest nasza niewiedza. Przyczyną naszej letniej wiary jest nieznajomość Ewangelii Chrystusowej. I tak się sprawy mają z każdą dziedziną naszego życia.
Do metody 5 naród też musi dorosnąć. Ale mnie się ten projekt podoba bardziej niż inne.
A tobie?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)