Ryszard Czarnecki poseł do Parlamentu Europejskiego
Piszę to z pewnym zawstydzeniem i zażenowaniem: jako poseł do Parlamentu Europejskiego, i to z niemal 8-letnią praktyką, stwierdzam, że Unia Europejska w zasadzie milczy w sprawie prześladowań chrześcijan w świecie. Poszczególne instytucje UE, łącznie z europarlamentem, które domagają się przestrzegania praw mniejszości w świecie, dziwnie nabierają wody w usta, gdy chodzi o zaprotestowanie przeciw zabijaniu wyznawców Chrystusa. A jeśli nawet Komisja Europejska czy Parlament Europejski bronią mniejszości religijnych, to częstokroć bardziej gorliwie na przykład... muzułmanów, a nie chrześcijan. Tak było chociażby, gdy już w tej kadencji europarlamentu zgłosiliśmy rezolucję w sprawie pogromów Ujgurów w Chinach. Stając w obronie tej prześladowanej przez komunistów nacji, która jednocześnie stanowi muzułmańską wspólnotę religijną, PE jednocześnie odrzucił poprawkę, aby do rezolucji dopisać prześladowanych w ChRL chrześcijan. Wynika z tego, że prześladowani ostatnio wyznawcy Mahometa w jednym regionie tego kraju są bardziej godni obrony niż prześladowani od samego początku władzy komunistycznej w Pekinie chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy.
Jestem za konsekwentną obroną wszystkich ludzi, jeśli są dyskryminowani za swoje uczucia religijne i przekonania. Nie rozumiem więc - jako europoseł - czemu w Brukseli i Strasburgu przymyka się oczy i zatyka uszy, gdy zabijani są moi bracia i siostry w wierze. A przecież lwia część ludzi prześladowanych ze względów religijnych to chrześcijanie: na 100 ofiar nienawiści religijnej aż 75 stanowią wyznawcy religii chrześcijańskich.
Na liście krajów, w których codziennie dochodzi do dyskryminacji ludzi wierzących w Chrystusa, pierwsze miejsce zajmuje Korea Północna. Jednak akurat zaangażowanie UE ogranicza się w tym kraju do raczej niewielkiej pomocy charytatywnej (żywnościowej). Na drugim miejscu jest Afganistan, gdzie - jak się szacuje - aż 75 proc. budżetu tego kraju, w tym pensje dla urzędników, policjantów i wojskowych, jest tworzone dzięki pomocy USA i Unii. Można oczywiście powiedzieć, że za mordowaniem chrześcijan w tym państwie stoją talibowie, których władza nie kontroluje. Jednak prześladowania naszych braci w wierze dokonują się tam często przy całkowitej bierności władz centralnych, a nawet więcej - są tolerowane przez władze lokalne. Bardzo znacząca pomoc humanitarna ze strony Unii idzie również do Somalii w Afryce, gdzie chrześcijanie są prześladowani. Tu też możemy mówić o mechanizmie "ulicy jednokierunkowej": z Europy idą tam - mimo kryzysu - olbrzymie pieniądze, w drugą stronę jednak nie płyną ani żadne starania, ani gwarancje zapewnienia chrześcijanom elementarnej ochrony. Ale beneficjentami rosnącej pomocy ze strony UE są również Uzbekistan i, zwłaszcza, Irak, gdzie chrześcijanie doznają stałej opresji.
Poza wyjątkowymi sytuacjami, jak w Indiach (zbrodnie na chrześcijanach dokonywane są tam głównie przez hinduistów), katolicy i protestanci są ofiarami przede wszystkim wojującego islamu. Poza krajami już wymienionymi trzeba również wspomnieć inne państwa muzułmańskie bądź ze znaczącym odsetkiem wyznawców islamu, takie jak: Algieria, Bahrajn, Bangladesz, Etiopia, Indonezja, Liban, Malezja, Maroko, Nigeria, Sudan, Turcja, Autonomia Palestyńska i Izrael.
O skali problemu - a jednocześnie dalece niewystarczających reakcjach ze strony Unii Europejskiej - świadczy fakt, że w latach 2009-2010 około 200 milionów chrześcijan w świecie podlegało prześladowaniom i dyskryminacji. Jeżeli w tej sprawie milczą sami chrześcijanie, popełniają grzech zaniedbania. Jeśli milczy - czy pozoruje działania - Unia, to jej milczenie równa się hańbie.
Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka