Niezauważenie dla większości "uczonych" i "specjalistów" mamy wzrost PKB w 2011 roku o 4,3 proc. Na bieżący rok planowany jest wzrost o 2,5 proc.
Gdzie wobec tego podział się "potężny" kryzys, z którym tak dzielnie walczył Rostowski i Tusk?
Gdzie ten horyzont, zza którego, w/g zapowiedzi przedwyborczych, miała pojawić sie kolejna fala kryzysu? Co ja mówię, przecież on już stukał do drzwi, mało tego, już nawet zakładał kapcie...
Nasz kryzys to kolejny wytwór kampanii pijarowej. Wymyślono straszaka. Okazja trafiła się wyśmienita, a do tego mechanizmy kryzysu "bankowego" nie wykształciły się w Polsce. Skoro wymyślono kryzys, musiał być ogromny, bo sztukmistrze wiedzą, że należy wygrywać z potężnym przeciwnikiem. Pokonanie jakiegoś tam kryzysiku to nie jest zadanie na miarę ich ambicji. Oni muszą dokonać wielkiego zwycięstwa! Nadal walczą. I tak się zamachujom do dziś dnia, że nie widzą wzrostu. Nikt nie ogłosił zwycięstwa, więc ofensywa trwa. I tylko nie wiedzą jeszcze czy opłaca się ukatrupić żyłę złota, czyli skuteczne propagandowo narzędzie do podbijania wyników sondaży?
Wobec wyników banków działających w Polsce trudno nadal straszyć kryzysem. Banki zarobiły prawie o 40 % więcej niż w 2010 roku. Zysk sektora wyniósł 15,7 mld zł.
Wzrost to czy kryzys? Oto jest pytanie!


Komentarze
Pokaż komentarze (32)