Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości zgodnie głoszą hasło o "ogromnych" stratach politycznych dla prawicy, wynikających z powstania Solidarnej Polski. Uzasadniają to techniczną stroną obliczania wyników wyborów parlamentarnych. Problem bierze sie z nieproporcjonalności siły głosów i polega na tym, że pierwsze kilka procent głosów np 5% ma dużo mniejszą "siłę" w otrzymaniu mandatów niż "inne" 5% np dołożone do 20, 30, czy 40 procent. Taki mamy system wyborczy - to fakt.
Sprytnie wymyślone... a może nie wymyślone, tylko jest to wynik na bieżąco przeprowadzanych kalkulacji? Skłaniam się raczej do tej drugiej możliwości. Ale nie to jest istotne.
Argumentacja ludzi PiS jest uzupełniana lekceważeniem niedawnych koleżanek i kolegów. Dobrze, a nawet doskonale było to widoczne podczas wczorajszej wizyty u Lisa. Pani Kempa wypowiadała się w taki sposób, że kilkakrotnie rozlegały się oklaski publiczności. Zamiast to wykorzystać i przyjąć stronę SP, Pan Hoffman udawał, że dawnej koleżanki nie widzi. Zamiast zajmować się tematem musiał przyłożyć właśnie Kempie. Niestety albo stety pan Hofman kolejny raz okazuje butę i nie potrafi powstrzymać się od robienia min. Miarą porażki jest również cisza na widowni po Jego wypowiedziach. (Może obejrzy Pan siebie dziś na chłodno i zacznie Pan wyciągać wnioski?)
Przy takich okazjach pada również sakramentalne stwierdzenie, że powstanie Solidarnej Polski to woda na młyn PO, Tuska i w ogóle pogrąża prawicę.... Czyżby?
A może PO doskonale wie, że PiS nie ma szans na wygranie wyborów nawet z osłabioną PO?
Obserwując zwiększoną aktywność ludzi PiS w telewizji zastanawiam się co się stało? Kto lub co spowodowało, że ostatnio co i rusz jest pan Brudziński, Błaszczak, a nawet pojawił się prezes Kaczyński?
Czyżby Platforma Obywatelska wspierała PiS, bo z "tym" PiS-em wygrywa bez problemu?
Tylko dlaczego PiS tego nie widzi?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)