Niewiele ponad milion mieszkańców Francji, zdecydowało wczoraj w wyborach, kto obejmie urząd prezydenta na najbliższe 5 lat. Sarkozy otrzymał poniżej 17, Holland natomiast około 18 mln głosów. Różnica jest większa niż bywa w innych krajach, jednak nadal są to wielkości typu: pół na pół. Wystarczyłoby, aby raptem 600 tysięcy głosujących zmieniło swój wybór, a wynik byłby odwrotny.
Mało tego! Spośród prawie 37 mln głosujących - 2,1 mln głosów było NIEWAŻNYCH. Proszę porównać te dwie liczby: 1 mln różnica w głosach, za to ponad 2 mln głosów nieważnych.
Czy z tego powodu podniósł się protest przegranego, że sfałszowano wyniki wyborów? Że należy wprowadzić komisarzy ludowych czy innych mężów zaufania do każdej komisji? Czy przegrany odgrażał się, że nowy prezydent nie jest jego prezydentem? Czy ktokolwiek ogłosił wojnę francusko - francuską?
Kto miał okazję posłuchać wypowiedzi wygranego i przegranego nie ma wątpliwości, że nikt żadnej wojny nie ogłaszał. Obydwaj podkreślali, że na pierwszym miejscu ich działania jest interes Francji i jej mieszkańców. Oczywiście inaczej widzą sprawy i proponują różne sposoby rozwiązywania problemów.
Za to Polska jest areną wojenną, już nie tylko w trakcie kampani wyborczej, ale każdego dnia. Czy rzeczywiście jest to wojna, czy tylko normalne różnice poglądów na sprawy społeczne i polityczne? Kim są głosiciele teorii wojny polsko - polskiej? Jaki jest ich interes? Gdzie są ci "światowcy" i inni "Europejczycy", którzy ciągle nas pouczają jak wygląda postęp w innych krajach? Może zamiast szukania "postępu", otworzą oczy i zauważą rzeczywistość? A może wiedzą doskonale jaka jest rzeczywistość i po prostu wmawiają rodakom kłamstwa pomieszane z głupotą?
Tylko jaki jest ich cel?



Komentarze
Pokaż komentarze (8)