Fotoradary to zamach na "wolność" kierowców! Taki jest powszechny trynd w komentarzach dotyczących planów montażu już nie tylko kolejnych fotoradarów, kaskad fotoradarów ale nawet (o zgrozo!) pomiarów czasu przejazdu na określonym odcinku drogi. Znowu problem postawiony na głowie, a cała zgraja gadających głów twierdzi, że to nienormalne. Jakie nienormalne? Skoro mamy prawo określające m.in. prędkość jazdy, to na czym niby polega problem kontroli (jego) przestrzegania?
Niektórzy dorzucają tzw. argumenty ostateczne: "przecież " przy tych radarach do Szczecina* będę jechał cały dzień". No właśnie. Czyli taki "ekspert od przestrzegania przepisów" mówi otrwartym tekstem:
mnie ograniczenia prędkości / przestrzeganie prawa / jazda zgodna z przepisami - nie dotyczy!
A ponieważ problem postawiony na głowie nikt nie reaguje. Zresztą, patrząc na dobór "specjalistów" trudno sobie wyobrazić, żeby podczas kontroli policji mieli większe problemy z wynegocjowaniem pouczenia zamiast mandatu i punktów karnych. Pewne problemy mogą być ze strażą miejską, nie dlatego nawet, że mają swoich, lokalnych znajomych, ile z braku bezpośredniego kontaktu czyli możliwości negocjacji... Może właśnie stąd wynika niechęć do kontroli przeprowadzanych przez straże miejskie?
Ciekawe czy i jak ci eksperci od przestrzegania przepisów naginają prawo podczas jazdy w Niemczech, Austrii...
Większość Polaków jeździ tam zgodnie z przepisami... Ciekawe dlaczego?
Osobny aspekt problemu radarów, to wypowiedź Tuska z 2007 roku. Wypowiedź, typowa dla języka miłości - wyszydzająca brak prawa jazdy Kaczyńskiego. Tylko dziś nie wytłumaczysz Lemingowi (bez-)sensu śmiechu w 2007 z Kaczyńskiego . Żaden Leming nie zająknie się też zmianą POdejścia do problemu radarów przez Tuska o 180 stopni (a nawet o 360!).
*Gdańska, Krakowa, nad morze...


Komentarze
Pokaż komentarze (65)