Ustawa zabierająca bogatym a rozdająca biednym zostanie dziś osądzona przez Trybunał Konstytucyjny. To znaczy wyrok będzie albo też znowu nie będzie, jak już bywało kilkakrotnie. W tej sytuacji niewiele można dodać do tego, co napisałem w ubiegłym roku.
powtórka tekstu z 6-12-2012
Trybunał Konstytucyjny w tej sprawie dał sobie jeszcze trochę czasu, ale jaki będzie wyrok nie ma dzisiaj większego znaczenia. Dużo ciekawsze jest posłuchać jak różni dyżurni Kali (jak się odmienia to imię? może kalecy...) uzasadniają potrzebę likwidacji tego mechanizmu. Telewizornie pokazują argumenty tych co płacą... czyli bogatych. Dla biednych nie ma miejsca. Nawet na ekranie. Racja i kamera należą do Warszawy, Krakowa czy do innych, bogatych miast i samorządów. I płynie masa argumentów: że brakuje na most, że brakuje na przedszkola, że nam bardziej potrzebne niż tamtym, że brakuje na metro albo (i) na autobusy..., że my lepiej wydamy te pieniądze, że ważniejsza jest NASZA latarnia niż ICH oczyszczalnia - z tym argumentem troszkę przesadziłem, bo tak tylko myślą - wiedzą, że tego nie wolno głośno powiedzieć.
Nic, tylko przytaknąć...
A Kali jak to Kali - ma swoją sprawiedliwość. Kali uważa, że płacenie przez bogatych na rzecz biednych jest niesłuszne... Oczywiście uważa tak do czasu, bo wiadomo: jak Kali ukradnie krowę to dobrze, ale jeśli Kalemu ukradną to źle.
Sytuacja trochę się zmienia, jeśli zestawić stanowisko wobec Janosikowego z "zaciekłą" walką o fundusze unijne. Otóż ... Polsce się należy! Tak! Polsce 300*/ 400*/ 500* mld "sie należy". Bo Polska jest biedna, a tamci są bogaci... Bo trzeba i należy być solidarnym. Bo pieniądze i tak wrócą do bogatych jak nie w taki sposób to w inny. Bośmy (PO) przecież obiecali. Bo Donald zna Angelę. Bo potrzebujemy na autostrady. Bo wykonujemy skok cywilizacyjny. Bo Lewandowski jest nasz... itd, itp ... i nie ma o czym dyskutować.
A publika znowu słucha, i znowu przytakuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)