... być może zajęty swoimi sprawami nie zauważyłem albo zignorowałem pierwsze symptomy - w ubiegły czwartkowy wieczór mój organizm, via kaszel i 'grubą' ślinę zaalarmował mnie, że dokonała się inwazja rozwścieczonych hord pragnących zająć teren i za frico żyć tu moim kosztem. Aby całą energię przeznaczyć na walkę a nie na trywialne trawienie od razu wstawił blokadę łaknienia i chęci jedzenia ( do dzsiaj nic treściwego w ustach ) - ja chcąc ułatwić podjętą walkę, codziennie organizowałem litr ziołowej, z czystka herbaty wzmocnionej 'setką' koniaku, kilkoma plasterkami imbiru, goździkami i sokiem z cytryny + prozaiczny termofor pod kołdrę do spania. Inwazja musiała być na tyle potężną i innego sortu, że dopiero wczoraj wieczorem nastąpił przełom i dzisiaj praktycznie zostały tylko resztki inwazyjnej siły uderzeniowej ( zwykle taki problem, pospołu z moim organizme załatwiam w dwa, góra trzy dni ) - granice zostały obronione i utrzymane - bez żadnego pardonu.
ps.
a'propos niwelujących wirusowe zagrożenie działań ... "Stary" skasował gościa, który pytał się dlaczego WHO nie propaguje prostych a skutecznych sposobów ( naukowo potwierdzonych ) postępowania z wirusowymi chorobami. Tak przejawia się jego humanizm ?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)