Historia zatoczyła koło. Walka o krzyż znów trwa. Co prawda krzyż już nie ten sam, rycerze inni, ale jednak. Zastanawiające jest, że tym razem ekipy po obu stronach barykady - zmieniły się. Drużyna, która poprzednim razem opowiadała się za usunięciem/przeniesieniem, dzisiaj gra w duecie wraz z tymi, z którymi wcześniej toczyła zażarty bój.
Jak wszyscy się domyślają chodzi o krzyż w sali plenarnej. Nietuzinkowe osobistości i autorytety z dziedzin wszelakich, takie jak prezydent Bronisław Komorowski, premier Tusk, Tomasz Nałęcz, członkowie SLD i PSL, które podczas poprzedniego takiego ekscesu stały po przeciwnej stronie barykady, dziś razem z PiS stoją murem, za pozostawieniem symbolu religijnego w sejmie.
Warto tutaj przytoczyć wypowiedź Stefana Niesiołowskiego, ze względu na to, że bez wątpienia jest on mistrzem mowy polskiej. Prawi on tak: "Krzyż nie będzie zdjęty. Palikot ma 10%. Ogon nie będzie rządził psem". Mógł tam, co prawda dodać coś o nienawiści, podłości lub jadzie, ale i tak jak zwykle trafił w sedno. Tylko dziwne, że POsłom z PO krzyż przed pałacem przeszkadzał, a w sejmie jokoś nie przeszkadza. To pewnie dlatego, że ten przed pałacem przypominał o poprzedniku, a o nim to oni nie chcą pamiętać.
Z tej wypowiedzi już wiadomo, że usunięcia domaga się Janusz Palikot wraz z jego towarzyszami i towarzyszkami (czasami nawet towarzyszami i towarzyszkami w jednym). Zastanawiające. Czyż to nie Palikot i jego Ruch krzyczyczał tak donośnie podczas kampanii (musiało go nieźle gardło boleć, skoro usłyszało 10%), że chce "nowoczesnego państwa", kompetentnych ministrów, zajmowania się realnymi problemami? Czy w takim "nowoczesnym" państwie nie ma większych problemów, jak krzyż wiszący na tej sali przez wiele lat i nie wzbudzający wcześniej żadnych gigantycznych kontrowersji? Mam rozumieć, że głoszone przez niego hasła były zbiorem nic nie znaczących banialuków i jego rola w sejmie będzie polegała na dzieleniu, a nie łączeniu społeczeństwa? Polska ma wiele realnych problemów, z którymi powinni się zmierzyć: roznący w zastraszającym tempie dług, bezrobocie itd.
A poseł Grodzki/ posłanka Grodzka tak się ładnie dzisiaj wypowiadała o akceptacji i tolerancji. Jak to zwykle bywa, na gadaniu się skończyło.
Z klowna nie da się zrobić męża stanu. Od RPP czuć od pierwszych dni jedynie posmak żenady. To są właśnie opary absurdu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)