Rozważania Głupca
Wprawdzie myślenie nie boli, ale w Polsce bycie człowiekiem myślącym samodzielnie, to wyzwanie godne herosów.
21 obserwujących
369 notek
261k odsłon
234 odsłony

Bo ja chcę zostać ...prezydentem, więc starczy, nieprawdaż?

Bez komentarza. Mat. Google i.A.S.
Bez komentarza. Mat. Google i.A.S.
Wykop Skomentuj6

Ubiegającym się o prezydenturę Polski szalbierzom,
udało się uczynić matactwa i kłamstwo do cnotą!


       Jak by nie dywagować, w III Rzeczpospolitej, słusznie Patologiczną obwołanej, TEORETYCZNIE obowiązuje Konstytucja, przyjęta w wiążącym Referendum z dnia 25 maja 1997 roku. A tamto referendum było wiążącym, gdyż za przyjęciem Konstytucji opowiedziało się 53,45% głosujących.
A Konstytucja z 1997 roku czyni z urzędującego Prezydenta Rp osobę reprezentacyjną, której bardzo trudno skutecznie kreować własną politykę bo i zamiarem twórców Konstytucji było takie umocowanie urzędu Prezydenta Rp, aby ograniczyć plenipotencje osoby ten urząd sprawującej, do roli notariusza, którego powinnością jest akceptowanie, bądź negowanie przedkładanych mu rozwiązań prawnych.
Zaś stało się tak po przykrych i bulwersujących doświadczeniach z Lechem Wałęsą, który był na tyle pozbawionym wyobraźni megalomanem, że dał się omotać prawniczemu krętaczowi, niejakiemu Lechowi Falandyszowi,
który kulturę prawną urzędu prezydenta Wałęsy sprowadził do poziomu tak żenującego, że nawet orzekający w przestępczym sądzie zwanego „Dintojrą” zapewne nabraliby odrazy dla takiego stylu kreowania czegoż, zwanego „autorytetem”.
Dla opisu poczynań kierowanego przez Lecha Falandysza stylu uknuto nawet termin: „falandyzacji Prawa”.
Zatem, rada w radę doszło do konsensusu:
„ponieważ trudno przewidzieć jak wielkim hochsztaplerem może być kolejny prezydent, lepiej, aby nie mógł za wiele nawywijać”.
Czyli tak ustanowiono prezydenckie prerogatywy, aby nie było pola manewru dla kolejnego „wymachującego siekierką” autokraty, do tego jawnie okazującego pogardę dla wiedzy oraz kultury, który publicznie chwalił się, że JEDYNĄ przeczytaną i to wyrywkowo, przez niego książką była „Książeczka Pierwszokomunijny”.
        Niestety, twórcy Konstytucji z roku 1997
nie przewidzieli sytuacji, w której prezydentem zostanie wybrany kościelnobojny warchoł, a do tego bezwolne popychadło partyjniackiego układu, a to tego płatna marionetka Hu ...(wróć!) Wuja Sama.
Jakby nie dywagować, Prezydent Rp ma OBOWIĄZEK nie tylko stać na straży przestrzegania Konstytucji, a co za tym idzie, kanonu Państwa Prawa, a do tego, swoim zachowaniem, GODNIE REPREZENTOWAĆ Majestat Rp.
A to w praktyce oznacza, że
kandydatami na urząd Prezydenta Rp powinny być osoby wolne od partyjnych sympatii i układów, stateczne, i o ponadprzeciętnej charyzmie, a nie rządni zaszczytów marnej próby karierowicze-celebryci.
Urząd Prezydenta Rp POWINIEN BYĆ UKORONOWANIEM kariery społecznej, a nie trampoliną do zakotwiczenia się na tak zwanych „saloonach” władzy, (pisownia jak najbardziej adekwatna do stanu obecnego tej sitwy).
        Sorry, ale kiedy kandydat na prezydenta zaczyna bredzić coś o jakimś tam własnym  „programie politycznym” ewidentnie wchodzącym w kompetencje rządu, samorządu, lub systemów sądów,
to, zdaniem Zorra,
powinno się takiego hochsztaplera publicznie „wywieźć na taczkach”, jako właściwym sposobem pozbywania się wszelkiej maści oszustów z przestrzeni publicznej!
Kandydaci na urząd Prezydenta Rp powinni mieć TYLKO JEDEN model program piastowania urzędu:
stanie na straży kanonu Praworządności i Demokracji w Rzeczpospolitej i tyle. AŻ TYLE!
Zaś rękojmią ich kompetencji  powinna być zdobyta latami działalności publicznej charyzma, a nie jak to ma obecnie miejsce, bezkrytyczne partyjniactwo, uzupełnione klerykalnym dogmatyzmem.
        Summa summarum, Zorro oceniając walory osób obecnie  aspirujących do meldunku w Pałacu Namiestnikowskim,
z ubolewaniem graniczącym z przerażeniem stwierdza, że ANI JEDEN z kandydatów nie byłby godnym nawet pilnowania telefonu recepcji, a co dopiero reprezentować Majestat Państwa, czy pełnić zadania przewidziane dla Zwierzchnika Sił Zbrojnych Rp
A tak w ogóle, to III Rp nie ma jakoś farta co do osób piastujących urząd Prezydenta.
Prezydentura Lecha Wałęsa, to była kwintesencja czegoś co Polacy nazywają buractwem. Prezydent Kwaśniewski co prawda nie powodował zamieszania w polityce, ale miał słabość do „wirusa filipińskiego” i „słabowitą goleń”. Lech Kaczyński, mimo, że z wykształcenia dr hab. na niwie bolszewickiego prawa pracy, okazał się prymitywnym narzędziem do realizacji jeszcze bardziej prymitywnych intryg swojego brata, a skończył tak jak na to zasłużył z bratem, czyli wchodząc w kompetencje pilota flagowego samolotu, walnie przyczynił się do katastrofy. Prezydentura Bronisława Komorowskiego okazała się „jednym wielkim bulem” (parafraza do wpisu w Księdze Kondolencyjnej), a to co odstawia Andrzej Duda, zdaniem Zorra, ociera się o obrazę art 13 Konstytucji, zakazującego totalitarystycznego sposobu sprawowania władzy.
Kiedy wybrany na prezydenta wolą genseka Kaczyńskiego, Episkopatu i Nadojca Dyrektorissimusa rzeczony Andrzej Duda przystąpił do utrwalania dyktatury kościelno-partyjnej, ci, którzy nie podzielali fascynacji ideom kaczyzmu zapiekłego i radiomaryizmu wojującego, mieli całe 5 lat, aby zjednoczyć siły i znaleźć sobie takiego kandydata na prezydenta, który byłby w stanie sprawować Urząd godnie i odpowiedzialnie.
Zamiast tego wybrali sobie mało wiarygodnych harcowników. Dając polakom kolejny raz klasykę „wyboru pomiędzy dżumą, a cholerą”

Co do okazania było. Amen.
Zorro

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale