Rozważania Głupca
Wprawdzie myślenie nie boli, ale w Polsce bycie człowiekiem myślącym samodzielnie, to wyzwanie godne herosów.
21 obserwujących
371 notek
262k odsłony
217 odsłon

Warszawski pomnik polskiej fuszerki

Bez komentarza. Fot. Google A.I.S.
Bez komentarza. Fot. Google A.I.S.
Wykop Skomentuj5

„Sukces ma wielu ojców, ale klęska jest zawsze sierotą”.

        Te, jakże trafne słowa, wypowiedział prezydent Kennedy po tym, jak po wielu monitach, CIA przedstawiła mu raport pokazujący rozmiar klęski, jakie poniosły USA podczas próby obalenia Fidela Castro,
jako żywo pasują do stanu faktycznego sprokurowanego monstrualnym partactwem podczas realizacji projektu transferu ścieków do oczyszczalni ścieków w Warszawie.
       Może to zaboli wielu Warszawiaków, ale, zdaniem Zorra,
Warszawa JEST NAJWIĘKSZYM PASOŻYTEM, bytującym na Polakach!
A jedyne co Warszawiakom się udało, to doprowadzić nieprzemyślanym powstaniem do totalnego zrujnowania miasta!
Zresztą, za swój brak wyobraźni i dyletantyzm dowódców AK, Warszawiacy zapłacili ogromną cenę, jaką było
praktyczne unicestwienie kadry intelektualnej, jak nie poległej w szeregach powstańców, to wymordowanej w ramach zbrodniczej pacyfikacji miasta.
Niestety, ta strata ma poważne konsekwencje po dzień dzisiejszy.
Dziś 90% mieszkańców lewobrzeżnej Warszawy to klasyka „Słoików”, uzupełniona karierowiczami ze Ściany Wschodniej, o tak niskim poziomie kultury osobistej i technicznej, że wzbudziliby pogardę nawet w przedwojennej ferajnie z Kercelaka.
Nic to, że szpanują na każdym kroku metkami markowych wytwórców, bo wystarczy zamienić zdanie, aby nadziać się na przysłowiowe wiechcie wystające z markowych lakierek.
Przedwojenni Warszawiacy tworzący klasę średnią, mieszkali na lewobrzeżnej Warszawie,  zaś na Pragę udawali się jedynie w celach zwiedzenia ZOO, albo zginęli zabici przez hitlerowskich siepaczy, albo wyjechali ze zniszczonego miasta, nie mając ochoty wracać wspomnieniami do wojennej traumy.
        Nic więc w tym dziwnego, że mimo ogromnych możliwości finansowych przynależnych miastu stołecznemu,
do niedawna Warszawa nie dysponowała prawdziwą oczyszczalnią ścieków komunalnych, bazując na XIX wiecznych rozwiązaniach pamiętających ostatnich carów, w których większość ścieków komunalnych trafiała wprost do Wisły.
Po prostu dokładnie tak do połowy XX. w. ten problem rozwiązywano w miastach, bo wbrew temu co głoszą ekoterroryści udający ekologów, rzeki nader skutecznie radzą sobie ze ściekami komunalnymi nawet dużych aglomeracji,
DOPIERO INTENSYWNE NAWOŻENIE PÓL UPRAWNYCH powoduje nadmierny rozkwit glonów odpowiedzialny za obumieranie rzek i morza do którego te rzeki wpadają.
Oczyszczane i to tylko częściowo, były jedynie ścieki przemysłowe.
Niestety, „przyszła Unia” i zaczęły się gorączkowe próby rozwiązania tego, co tu ukrywać, śmierdzącego problemu,
no bo niby była kasa, ale nie było takiego kumatego, co by potrafił problem stołecznych ścieków rozwiązać nie tylko kompleksowo, ale i tak, aby unijni komisarze ne nakazali zwrotu zmarnowanych subwencji.
Teoretycznie można by problem rozwiązać za pomocą kilku mniejszych oczyszczalni, ale KAŻDA oczyszczalnia ścieków komunalnych ma ten problem, ŻE, PO PROSTU, SMRODZI!
Do tego zajmuje sporo cennego dla miasta terenu, więc trzeba taką inwestycję lokować nie tylko z dala od ludzkich siedzib, ale w miejscach znad których wiatr nie będzie nawiewał toksycznej atmosfery do siedlisk ludzkich.
W przypadku Warszawy OPTYMALNYM ROZWIĄZANIEM byłoby zbudowanie DWÓCH oczyszczalni, po obu stronach rzeki,
bo w ten sposób uniknięto by konieczności przerzucenia dużego kolektora ściekowego przez Wisłę!

A to, w przypadku tak położonego jak Warszawa miasta, oznacza konieczność powstania wysoko wydajnych przepompowni i  kolektorów ściekowych. Czegoś co polscy wybitni ale inaczej inżynierowie zaprojektować nie są w stanie, a skrzyknięta naprędce ferajna fuszerów wykonać nie potrafi.
Generalnie systemu kanalizacyjne większości starych miast bazują na korytach dawnych potoków, które po prostu obmurowano i zamieniono w kolektory ściekowe, a tak wygospodarowaną przestrzeń zamieniono w ulice. Tym sposobem spływ nieczystości odbywa się w takich kolektorach grawitacyjnie.
Problem powstaje, kiedy trzeba przejść przez dużą rzekę!
Dno Wisły leży kilka metrów poniżej poziomu najniżej położonych dzielnic, co w praktyce wyklucza spływ grawitacyjny. Ścieki trzeba przepompować co zważywszy ich kubaturę, takim prostym nie jest.
Oczywiście trzeba w tym celu ułożyć rurociąg
I TU, projektanci oraz wykonawcy inwestycji „Czajka” WPADLI NA MINĘ NIEKOMPETENCJI!
KLUCZOWYM okazało się dążenie do minimalizacji kosztów.
 ALE MIAŁO BYĆ TANIO! Więc wybrano najtańsze materiały
Jakby nie dywagować, trzeba też pamiętać, że ścieki to nie woda,  mają znacząco większą od wody gęstość, więc aby zapewnić analogiczny do wody ich transfer, trzeba  podnieść ciśnienie,
 co w przypadku zastosowania dla ścieków algorytmów opracowanych dla wody, spowoduje przeciążenie mechaniczne rurociągu.
        Sumując, w przypadku feralnej „Czajki” zdaniem Zorra
POPEŁNIONO DWA KARDYNALE BŁĘDY JUŻ W FAZIE KONCEPCYJNE ROZWIĄZANIA PROBLEMU.
Pierwszym było przyjęcie koncepcji jednej oczyszczalni, która nieuchronnie generowała trudny do rozwiązania problem przerzucenia kolektora przez Wisłę. W grę wchodziły dwa warianty: akwedukt lub rurociąg pod dnem rzeki.Drugim realizacje projektu w oparciu o otwarty przetarg, którym decydującym kryterium była cena.
        Dziś KC PiS ogłosił gorszące polowanie z nagonką na prezydenta Trzaskowskiego, który został postawiony wobec, nomen omen, śmierdzącego problemu defektującej notorycznie magistrali ściekowej Warszawy.
Fakt, zrzucane ścieki cuchną i zanieczyszczają Wisłę, ale na Boga,
TO CO DO Wisły ZRUCA „Czajka”, TO KROPLA PRZY OCEANIE ZANIECZYSZCZEŃ, JAKIE TRAFIAJĄ do Wisły ZA SPRAWĄ ROLNIKÓW!!!
A PRAWIE O TYM PROBLEMIE JAKOŚ TAK CICHO!

Włodarz Warszawy, podobnie jak dokopujący mu działacze PiS, NALEŻĄ DO TEJ SAMEJ FERAJNY DYLETANTÓW, którzy tak bardzo nic nie potrafią zrobić, że musieli pójść w politykę, a jedynym ich atutem jest brak choćby śladowego honoru.
Jest zdany na rady równie inkompetentnych co on „ekspertów”, których główną troską nie jest usunięcie problemu, ale skuteczne odbicie propagandowej agresji ze stroni PiS.
        Cóż, trudno dziś bezdyskusyjnie ustalić sprawę fundamentalną, czyli
czy feralny kolektor  W OGÓLE NADAJE SIĘ do skutecznej naprawy.
Zdaniem Zorra,
nie ma sposobu, aby zbadać jego obecny stan techniczny, więc NALEŻNY WYKONAĆ NOWY, KOLEKTOR, mający o jedną nitkę więcej od obecnego, którego koszt zostanie rzetelnie skalkulowany, a nie będzie obiektem patologicznej aukcji.
Będzie wprawdzie drożej, ale pewniej, a jakby doszło do awarii, to bez problemu upora się z nią ekipa nurków
I jeszcze jedno na koniec. Feralny kolektor to wręcz pomnik idiotycznej mody na przetargi których podstawowym kryterium była cena.
Polska to nadal biedny kraj, a biednego po prostu nie stać na kupowanie tanich rzeczy!
Ci co wybrali tego projektanta i wykonawcę, otrzymali wysokie premie za oszczędności budżetowe.
Ci, co ten przetarg wygrali, też nieźle zarobili, a ci, co go realizowali MUSIELI ciąć koszty na materiałach i robociźnie, ABY COKOLWIEK zarobić mogli.
W efekcie wyszło, w sensie stricte, gówno, które teraz zatruwa życie Politykom, opryczninie PiS daje propagandowa amunicję, a ludziom statecznym
niesie pytanie O SENS ŻYCIA W DOMU WARIATÓW, DO TEGO RZĄDZONYM PRZEZ, BEZ URAZY SZARLATANÓW LUB DYLETANTÓW.

Co do okazania było. Amen.
Zorro


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale