Przedstawiony wpis jest wyrazem osobistej opinii autora i dotyczy przede wszystkim stopnia oceny pod kątem, czy ukazane w filmie sceny i historie są prawdziwe, czy też nie. Niestety, ze względu na dużą ilość materiału i ciekawostek, nie wszystko udało się w tym wpisie zawrzeć. Za co autor serdecznie przeprasza.
Polonia Restituta — Polska odrodzona.
Wydaje mi się, że nazwa tego filmu jest troszkę na wyrost. Przeważają w nim bardziej rozgrywki polityczne, wpływy światowych mocarstw niż wątki walk z Niemcami, Rosjanami i Austriakami. Akcja filmu toczy się w okresie I Wojny Światowej i kończy się na konferencji wersalskiej. Zakończyła się ona podpisaniem pokoju między państwami Ententy a Niemcami, i ta konferencja jest głównym bohaterem tego filmu. Wątek walk Legionów Piłsudskiego, czy Armii Hallera nie tyle, co został pominięty, co tego wątku jest po prostu mniej. Natomiast, zostały całkowicie pominięte nasze walki o Lwów i Wilno (najprawdopodobniej z pobudek politycznych), czy choćby wyzwolenie Krakowa. Na ogromną pochwałę zasługują twórcy, iż nie bali się zrealizować scen dotyczących Powstań Śląskich i Wielkopolskiego. W tym filmie największymi antagonistami nie są wcale nasi zaborcy. Ukazuje w nim nieprzyjazny stosunek premiera Davida Lloyda George'a (Edmund Fetting) do Polaków, który wyjątkowo łaskawie traktuje Niemców, a nawet w pewnym momencie zaproponował przyznanie Gdańska Niemcom. Pokazuje również przychylny stosunek prezydenta USA Woodrowa Wilsona (Jerzy Kaliszewski) i premiera Francji Georges'a Clemenceau (Józef Pieracki) do sprawy polskiej. Film pokazuje bohaterów odrodzenia państwa polskiego w innym świetle niż przedstawiała ich propaganda w czasach stalinowskich oraz ogólnie w Polsce Ludowej. Piłsudski (Janusz Zakrzeński) jest potomkiem szlachciców ziemskich z Zułowa, który nie jest tyranem i wyzyskiwaczem chłopów, tylko politykiem i dowódcą wojsk, i wybrał sojusz z Niemcami. Koncepcją Piłsudskiego była walka u boku Niemców i Austriaków, aby pobić Rosję, a potem Anglia i Francja miałyby wstawić się za nami. Dmowski (Józef Fryźlewicz) nie jest postacią marginalną, tylko głównym mediatorem w wojnie dyplomatycznej o ziemie Polski. Obaj jednak nie przewidzieli, że w Rosji wybuchną dwie wielkie rewolucje. I dzięki temu, że w Rosji wybuchła rewolucja październikowa mogliśmy odzyskać niepodległość. Polski Komitet Narodowy bez poparcia Ameryki, Francji i Anglii, nigdy nie uzyskałby poparcia i dążeń polskich bez poparcia carskiej Rosji, bo to był ich sojusznik. Jak wspominałem głównym bohaterem tego filmu, jest konferencja wersalska, Dmowski na niej jest świetnie przygotowany. Potrafi przyćmić nawet samego prezydenta Wilsona. Jakże smutnym faktem jest, iż przeciwko polskim marzeniom wystąpił również Watykan. Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej, kard. Pietro Gasparri, w rozmowie z Romanem Dmowskim w listopadzie 1916 roku, bardzo stanowczo wypowiedział się, że „w polskim słowniku, słowa niepodległość nie ma i nie będzie”.
Niesamowita realizacja.
Ten film Bohdana Poręby nie osiągnął tak wysokiej oglądalności w kinach, jak „Hubal”. Do najważniejszych i najbardziej szczególnych scen filmu, ekipa filmowa studia „Profil” robiła zdjęcia wszędzie w prawdziwej scenerii. Zdjęcia do filmu nakręcono m.in.: w Paryżu na Montmartre'u, w prawdziwym Pałacu Wersalskim, gdzie odbywały się główne obrady konferencji; W prawdziwej nowojorskiej filharmonii, gdzie występował Ignacy Jan Paderewski (Krzysztof Chamiec); W Polsce, na poznańskim rynku, w hotelu „Royal” gdzie Paderewski balkonu hotelu przemawiał do Poznaniaków; w Warszawie, w Zamku Królewskim, w Instytucie Wychowania Panien, gdzie odbyło się I posiedzenie Sejmu; a nawet w Watykanie. To dzieło trzyma się niewiarygodnie faktów historycznych. Można śmiało go określić mianem odysei historycznej, dlatego jest to historia w obrazach. Wszystko co jest wypowiadane przez polityków, to są ich słowa cytowane z pamiętników, dzienników lub oficjalnych dokumentów. Oczywiście, można się kłócić o dobór cytatów ale każde zdanie jakie tam pada, czasami nawet brutalne, jest prawdziwe. Jedyną rzeczą, która w tym filmie jest niedopracowana, to niektóre rekwizyty np. podczas bitwy między wojskami Rosji i Niemiec użyto armat rosyjskich z 1938 i 1963 roku. Były to haubice 122 mm, najprawdopodobniej wzór 1938 i wzór M-30. Zaiste ciekawym jest skład i dobór twórców, i artystów zaangażowanych do tego przedsięwzięcia. Bohdan Poręba, który powierzył zadanie napisania muzyki Czesławowi Niemenowi, obaj urodzili się na Ziemi Wileńskiej. Pierwszy mieszkał w Wilnie, do 1946 roku; drugi do 1956 roku, w Starych Wasiliszkach. W filmie zagrała grupa aktorów, których reżyser zaangażował do jego największego życiowego sukcesu "Hubala". Oto kilkoro z nich: Wacław Ulewicz, Stanisław Niwiński, Emil Karewicz, Anna Milewska czy Zygmunt Malanowicz. Film miał premierę w kinach 14 maja 1981 roku, Telewizja Polska po raz pierwszy wyemitowała go na początku grudnia 1981 r. Ciekawe, co?
Kontekst polityczny.
Film był kręcony w czasie trwania karnawału Solidarności. Gdyby wyszedł rok wcześniej, to byłoby największe wydarzenie filmowe roku, jednak rozminął się z ważniejszą bieżącą historią. „Polonia Restituta" nie odegrała takiej roli w 1981 roku, tak jak film Wajdy „Człowiek z żelaza”, a i premiera „Polonii” zbiegła się z premierą filmu Wajdy. Poręba od dawna chciał nakręcić film o odzyskaniu niepodległości. Jednak przez wiele lat nie było to możliwe, z wiadomych względów. Tym bardziej, jak sam twierdził, „dzięki wydarzeniom na Wybrzeżu nastąpiła pewna odwilż i artyści mogli sobie pozwolić na więcej”. Na odwilży skorzystał również Bohdan Poręba. Choć sam był przeciwnikiem Solidarności i należał do PZPR, jest mało prawdopodobne, że władza pozwoliłaby na emisję filmu, w którym żołnierze Wojska Polskiego śpiewają zakazaną pieśń „My Pierwsza Brygada”, gdyby nie wspomniana odwilż.
„Wstąpiłem do PZPR-u w 1969 roku i dzięki wydarzeniom w marcu 1968 roku mogłem wrócić do pracy. Wykorzystałem tendencje do biało-czerwonego koloru” – mówił do Bohdan Poręba, w filmie dokumentalnym „W obronie dobra i piękna”.
W tamtych czasach bezpartyjni artyści musieli wykazać większym sprytem. Fakt pozostaje faktem, że przynależność do Partii reżyserowi niewątpliwie pomogła w realizacji tego patriotycznego dzieła. Zanim skrytykujemy postawę Bohdana Poręby za jego przynależność do PZPR, udzielmy sobie w sercu odpowiedzi na pytanie. Czy gdyby nie jego przynależność do Partii oraz etat w komisji kolaudacyjnej, takie filmy jak „Hubal” i „Polonia Restituta” powstałyby, czy nie? Ja sobie odpowiedziałem i z tą tajemnicą państwa zostawiam.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)