Miał być wczoraj rechot z ptaszyska a chodziłam zmrożona cały dzień.
Mówią, że Pan Bóg zabiera dobrych, złych zostawiając na poprawę na tym padole łez.
Czytałam Seawolfa z wielkim zainteresowaniem, ale nigdy nie odważyłam się komentować na jego blogu, onieśmielona poziomem autora.
Stałam tylko pod tym szczytem i zadzierając łeb do góry, podziwiałam.
Widocznie Bóg potrzebował go do swojej floty i teraz tylko On będzie słuchał jego opowieści.
Smutno mi, Boże.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)