Prof Gross napisał książkę o tym, jakoby Polacy mieli ograbiać swoiste cmentarze, jakimi są tereny byłych obozów koncentracyjnych, z mienia żydowskich ofiar. Jak zwykle tego typu rewelacje wywołują różnego rodzaju kontrowersje, toteż w tym przypadku do tego typu sytuacji dochodzi.
Ja jednak wychodzę z takiego założenia, że nie należy wpadać w histerię z tego powodu i poprzez wyważone wypowiedzi zachować umiar. Owszem, mam świadomość, że podczas wojny, jak również po niej dochodziło do różnego typu przykrych sytuacji na linii Polacy-Żydzi. Jednak należy pamiętać, że to, że część (wątpię, by była to grupa większa niż połowa) Polaków okradała/sprzedawała/zabijała/dręczyła ludność żydowską, nie znaczy, że cały polski naród jest winny współudziałowi w zbrodniach.
Jak w każdym kraju, zwłaszcza dotkniętym wojennym zezwierzęceniem, zdarzają się przypadki, częstsze lub rzadsze, ekscesów. Każdy człowiek jest inny, a w tak ekstremalnych warunkach może zrobić wszystko, nawet to, co znajduje się daleko poza granicą ludzkiego człowieczeństwa, czy zwykłej moralności.
Mam również świadomość, że po wojnie wielu (i tu również nie powiem, że więcej niż połowa) Żydów robiła to samo z Polakami. Kto wie, może nawet zdarzały się przypadki, gdy grupa Polaków, żyjących w konspiracji (zwłaszcza powiązanych z AK), którzy podczas wojny narażali życie ukrywając znanych lub nie sobie Żydów, po zakończeniu tego okresu właśnie przez tych samych Żydów (tutaj powiązanych np. z UB) była wyłapywana właśnie za przynależność do organizacji podziemnych. Jednak mam również świadomość, że działania tych osób nie były reprezentatywne dla całej społeczności. Na pewno spory odsetek Żydów odwdzięczał się swoim wybawicielom w podobny sposób ukrywając ich przed swoimi "pobratymcami" po wojnie.
Należy więc mieć to wszystko na uwadze i nie przesadzać. Ani w jedną, ani w drugą stronę. Jak powiedziałem wcześniej, ludzie są po prostu ludźmi, każdy jest inny, a każdy żyjący w warunkach wojennych ma prawo zmienić swój sposób działania diametralnie.
Źle jest, gdy słyszę, jak to amerykańscy Żydzi nazywają nas Polaków zwierzętami (cytat z "TLnŻ"). Sądzę, że największym problemem w relacjach polsko-żydowskich jest brak obiektywizmu w przekazywaniu informacji. Oni (amerykańscy Żydzi) żyją sobie we własnym świecie, do którego dochodzą wyrwane z kontekstu opinie i opisy, co przy braku równowagi w postaci innego stanowiska powoduje, że mają tylko jedną stronę jako punkt odniesienia. W takim momencie próby wpłynięcia na zmianę postawy mogą się nie powieść i znów zostaniemy wrzuceni do jednego worka.
Druga sprawa, którą chciałem przedstawić jest taka, iż nagle dzisiaj nie wiadomo, kim właściwie byli naziści. Nie wiem, czy to tylko wpływ "politycznej poprawności", czy może jakaś nowa całkowicie odmienna od przyjętej fala poglądowa. Przecież oni skądś się wzięli, ktoś ich poparł. To tak samo, jakby członkowie PiS-u krwawo przejęliby władzę w Polsce po potwierdzonej informacji o rosyjsko-platformianym zamachu w Smoleńsku, by później najechać i gnębić ościenne kraje. Jako, że popierający PO i inne ugrupowania nagle by zniknęli w niejasnych okolicznościach, można by rzec, że odpowiedzialni za te "zbrodnie" są wówczas Polacy, a nie PiSowczycy nieznanego pochodzenia...




Komentarze
Pokaż komentarze (3)