Profesor Władysław Bartoszewski zadeklarował, że jedynym wyborem jest głosowanie na popieraną przez niego partie (czy to jest wybór?) a rządzące ugrupowanie "szmaci Polskę". Potem stwierdził,że wyjedzie z kraju jeżeli nadchodzące wybory wygrają owi "szmaciarze". Tym samym ustawił się w jednym rzędzie z mistrzem jarmarcznego kiczu jakim jest Michał Wiśniewski, który również zagroził emigracją.
Marek Nowakowski w jednym ze swoich wpisów postawił tezę, że ludzie tacy jak Władysław Bartoszewski czy Stefan Niesiołowski mogą sobie pozwolić na więcej. Pytanie brzmi: o ile więcej? Jak daleko można się zagalopować? Czy można stosować język absurdalno-kloaczny, jak to czyni Niesiołowski? Czy można na chama agitować w stanie ekstatycznego uniesienia i po tym wszystkim nadal uchodzić za oazę mądrości?
Nie jest prawdą że człowiek uważany za autorytet może więcej. Jest wręcz odwrotnie. On może dużo mniej. Nie może kraść, kłamać, obrażać i łajdaczyć się jeżeli nadal chcę być poważany. Słowa wypowiadane przez ludzi uznawanych za szczególnych ważą więcej, ale jednocześnie zobowiązują do większej odpowiedzialności.
A tak na marginesie. Szukanie autorytetów w świecie polityki jest zajęciem wyjątkowo ryzykownym.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)