0 obserwujących
7 notek
12k odsłon
  249   4

Autorytet nauki czy irracjonalność pandemii

W ostatnim czasie stało się bardzo modne odwoływać się do nauki. Nawet wśród osób nie mających do niej żadnego stosunku. Najsilniej ta powszechna „choroba” dotknęła polityków. Jeżeli wcześniej nieprzyjemne, ale potrzebne dla państwa środki były uzasadniane poprzez „dług obywatelski”, to teraz musisz się podporządkować „wiedzy naukowej”. A głównym autorytetem moralnym nie jest przystojniak w garniturze trzyczęściowym czy żołnierz w zakurzonym mundurze, ale nagle lekarz w białym fartuchu. Lub nie lekarz, a np. klimatolog. Biały fartuk jest obowiązkowy.

Jednak pewna rzecz nadal pozostaje bez zmian. Chodzi o treść tego, co mówi ten przystojniak w fartuchu. Istota argumentacji się w żaden sposób nie zmieniła. Przyzwyczailiśmy się do tego, że politycy probując nas przekonać wywierają presję przede wszystkim na emocje. Dlatego gdy to samo robi „wirusolog”, czy „klimatolog” – nie mamy kognitywnego dysonansu, chyba że będziemy celowo analizować wypowiedź osoby, którą słuchamy. Ale kto to będzie robił? Widzimy biały fartuch i ucieleśnia on dla nas autorytet wszystkich pokoleń wybitnych naukowców, o których kiedykolwiek słyszeliśmy.

Szczerze mówiąc, wcale nie znam się na wirusologii (na klimatologii też, ale o tym kiedyś innym razem). Jednak trochę znam się na psychologii (dziękuję Uniwersytetowi SWPS!). A pracę dyplomową pisałem na temat różnych sposobów manipulowania umysłem. Niestety, nie noszę białych fartuchów, jednak mam nadzieję, że wszystko jedno Państwo będą mnie słyszeli. Sprobujmy razem przeanalizować niektóre fakty z naszej najbliższej przeszłości.

W Afryce Południowej pojawił się kolejny (wydaje mi się, że już czternasty z rzędu, jednak tu nie jestem pewny) szczep koronawirusa. Nazwali go „omikron”. Ciekawe jest, że poprzednia litera greckiego alfabetu – Ksi – nie została wykorzystana. Być może po to, by nie złościć chińskiego przywódcę. Jednak chodzi nie o to.

Zaraz po odkryciu nowego szczepu przywódcy niemał wszystkich krajów Zachodu oszaleli prawie tak samo, jak po odkryciu samego COVID-19 dwa lata temu. Zamykają się granice. W tych krajach, w których dotychczas nie było przymusu szczepień, on pilnie się pojawił. Politycy mówią tylko o „omikronie” (i jeszcze trochę o agresywnej Rosji). Jesteśmy już przyzwyczajeni do podobnej histerii, więc w większosci nie zastanowiliśmy się nad pytaniem: „A właśnie dlaczego?”.

Nawet Fauci, główny infekcjonista Stanów Zjednoczonych, nie potrafił wyjaśnić, z jakiego powodu powinniśmy w ogóle bać się tego szczepu. Jest bardziej śmiercionośny? Nie. Z tym szczepem nie umarła jeszcze żadna osoba. Bardziej zakaźny? Nam od dwóch lat mówiono, że wszyscy na końcu przechorujemy koronawirusem. To jaka dla nas różnica – zdarzy się to teraz, czy kilka miesięcy później? Omija przeciwciała i szczepionki mogą okazać się nieskuteczne? Ale w końcu pozostałe szczepy czasami tak samo omijają przeciwciała, w pełni zaszczepione osoby chorują i umierają. Zobaczcie statystiki Izraelu lub Wielkiej Brytanii. To dlaczego musimy bać się tego „omikronu”? Ktoś powie?

Przecież musimy. Politycy wraz z lekarzami 24/7 probują nas przestraszyć. Jest taka reguła umysłu: gdy coś słyszymy wiele razy – przyjmujemy to na wiarę. Przestraszyć nas naprawdę jest łatwo. Zapewniam: gdyby na każdej stronie internetowej nam codziennie było pokazywano liczby ofiar wypadków drogowych (cyframi na czerwono) – balibyśmy się samochodów bardziej, niż koronawirusa. Politycy doskonale zdają sobie z tego sprawę i nie martwią się, że coś im się nie uda. Trzeba się bać – więc będziemy się bać.

I oczywiście będziemy się szczepić. Trzecią dawką. A ktoś z producentów szczepionek (którzy prawie wszyscy w ciągu ostatniego roku nagle okazali się na liście Forbes – co za zbieg okoliczności!) mówi już o czwartej. Ale... Dla czego, jeżeli szczepionki nie pomagają? Anthony Fauci, człowiek bez wątpienia bardzo mądry i inteligentny, w swoim przemówieniu ostrzega, że szczep może być «odporny na działanie szczepionek» i już w następnym zdaniu wzywa obywateli, aby «nie opóźniali stosowania szczepionki» i pilnie zaszczepili się trzecią dawką. Nie żartuję. Anthony Fauci. Przemówienie. Środa, pierwsze grudnia. Tu naprawdę występuje błąd logiczny, czy mi tak się po prostu wydaje?

Dalej. Zmuszając nas do szczepień, władze zabraniają dostęp do miejsc publicznych osobom nieszczepionym. Mówią, że to jest „środek bezpieczeństwa”. Jednak... Jest to bzdura. Osoba nieszczepiona być może ma koronawirusa w krwi, być może go nie ma... Ale przecież osoba zaszczepiona z prawdopodobieństwem w 100% ten wirus w krwi ma! Żaden z producentów szczepionek nie daje gwarancji odporności na zakażenie nawet po trzech dawkach. Więc każda osoba zaszczepiona – to potencjalnie przemieszczający się zbiornik wirusów (przynajmniej w ciągu kilka tygodni po ostatnim szczepieniu). Który ma jednak dostęp wszędzie, wtedy jak osoba bez paszportu kowidowego jest ograniczona w prawach. Dlatego ograniczać wolność trzeba lub wszystkim osobom, bez względu na status zaszczepienia, lub nie robić tego wcale.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale