Wielokrotnie ostatnio czytaliśmy badź słyszeliśmy o wspaniałomyślności Prezesa Kaczyńskiego (który po wyborach prezydenckich podobno oferował był JKR stanowisko wiceprezesa partii) i niewdzięczności pani Joanny (która tę ofertę miała odrzucić).
Nowe światło wydaje się rzucać na tę sprawę dzisiejsza informacja TVN24, że panaprezesowe oferty były DWIE.
Pierwsza podobno była pakietem - stanowisko "wice" dla JKR i sześć miejsc w Komitecie Politycznym dla "jej ludzi" - tę propozycję (wg TVN24) Kluzik-Rostkowska miała ZAAKCEPTOWAĆ; Prezes jednak (w dalszym ciągu - podobno) się rozmyślił, i za drugim podejściem, zaoferował wyłącznie stanowisko pani "Joasi" - i dopiero tę drugą ofertę miała ona odrzucić...
Tego przebiegu wypadków nie potwierdziła dotąd żadna ze stron, ale wydaje się on prawdopodobny - bo logicznie wyjaśnia pozorne niekonsekwencje w postępowaniu aktorów tego dramatu. Mogło (podkreślam - mogło) być tak:
Prezes, początkowo zadowolony ze względnie dobrego wyniku w wyborach prezydenckich, postanawia nagrodzić główną autorkę sukcesu rzeczywistym wzmocnieniem jej pozycji w partii i de facto zgodą na budowę własnej silnej frakcji. Następnie "uświadomiony" przez "ziobrystów" (i przestraszywszy się nieco własnej odwagi) postanawia znów zredukować rolę JKR mniej więcej do obecnej roli posłanki Szydło.
W tej sytuacji Kluzik-Rostkowska, wierna swym wcześniejszym publicznym deklaracjom ("Nie jestem i nie będę w PiS >paprotką<") odrzuca awans. Frustracja coraz bardziej marginalizowanych "liberałów" rośnie - a ujścia nie ma. I lawina rusza...




Komentarze
Pokaż komentarze (15)