Taki mam pomysł (za friko dla kumatych):
Sprzęt polski (żelaźniaki):
- Rak - kąt podniesienia lufy +80° .
- Krab -kąt podniesienia lufy +70° .
Cel: strącanie dronów i helikopterów.
Amunicja - specjalna kierowana: w trakcie lotu, z drona oraz czujnikami autonomicznymi. To właśnie w tej amunicji jest myk, stanowiący o doskonałej przydatności żelaźniaków.
Wyposażenie rozpoznania na żelaźniaku: radary i drony do bieżącego namierzania pozycji celu i prowadzenia pocisku do celu.
Czyli jak widać owa amunicja do żelaźniaków robiłaby to samo, co większość Manpad'ów, ale dawałaby większe bezpieczeństwo obsłudze i znacznie większą wydajność przy strzelaniu.
Od razu powiem, że aktualna amunicja programowalna , to za mało. Ma być jeden strzał = strącony jeden helikopter, bez względu jak będzie kręcił i ile rac wypuści.
Więc MON'owce, jeśli chcecie zachować swoje piękne sprzęty, to macie okazję rozszerzyć ich realną przydatność, ale musicie opracować sprytną amunicję do swoich żelaźniaków.
Wtedy to skok jakości byłby tak duży, że Ukraińcy i inni chcieliby zabiegać o kupno takich sprzętów w Polsce.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)