Dawid Kacprzyk - znany, młody, rzutki lekarz jest obecnie zatrudniony w Centrum Medycznym w Jaktorowie.
Nie mam pojęcia, czy ta właśnie wiadomość wywarła aż taki wpływ na moją podświadomość, w każdym razie miałem dzisiaj dziwny sen…
Do gabinetu dr. Dawida Kacprzyka przychodzi mężczyzna w sile wieku.
- Panie doktorze! Coś mnie tak tutaj rypie – i pokazuje prawą dłonią miejsce na czole tuż nad prawą brwią – że nie mogę już wytrzymać!
- Robił Pan jakieś badania? – pyta dr Dawid.
- Tak! Oto wyniki – i pacjent podaje plik kartek. Lekarz przegląda je.
- Proszę Pana! Moje długoletnie doświadczenie lekarskie wskazuje, iż należy amputować Panu lewe jądro! To wymaga oczywiście Pańskiej zgody!
- Panie doktorze! Zgadzam się! Bo tak mnie tutaj rypie, że nie mogę już wytrzymać!
I następnego dnia (jakiż krótki termin!) dokonano amputacji.
Po kilku dniach do gabinetu dr. Dawida Kacprzyka przychodzi ten sam mężczyzna. Lekarz rozpoznaje go natychmiast.
- Ooo! To Pan! Co słychać?
- Panie doktorze! Coś mnie znowu tak tutaj rypie – i pokazuje prawą dłonią miejsce na czole tuż nad prawą brwią – że nie mogę już wytrzymać!
- Tego się obawiałem! – lekarz aż klasnął dłonią w dłoń! – Musimy amputować Panu prawe jądro! To wymaga oczywiście Pańskiej zgody!
- Panie doktorze! Zgadzam się! Bo tak mnie tutaj rypie, że nie mogę już wytrzymać!
I znowu następnego dnia dokonano amputacji.
Ból jak ręką odjął…
Minęło kilka miesięcy. Ten mężczyzna otrzymał w rodzinie zaproszenie by zostać ojcem chrzestnym córeczki kuzyna. Zaproszenie przyjął.
Trzeba mieć jednak na taką uroczystość elegancki garnitur, a on takowego nie posiadał. A, że Jaktorów to niewielka prowincjonalna wieś/mieścina, to nie ma odpowiedniego sklepu. Jest za to pracownia krawiecka…
- Dzień dobry! Chciałem uszyć sobie u Pana garnitur!
- Nie ma sprawy! Weźmiemy miarę! Najpierw spodnie! – krawiec zaczyna od mierzenia długości zewnętrznej. Przykłada więc lewą dłoń z trzymanym końcem centymetra do biodra i pasa klienta, a prawą dłonią z centymetrem ciągnie do ziemi i zapisuje wynik w notesiku. Następnie mierzy długość wewnętrzną. Przykłada więc lewą dłoń z trzymanym końcem centymetra do ziemi, a prawą dłonią ciągnie do krocza klienta. Uderza lekko w jego krocze raz, drugi, trzeci i wreszcie pyta zdezorientowany:
- Przepraszam! Pan nie ma worka?
- A gówno to pana obchodzi! – wykrzykuje zdenerwowany klient.
- Przepraszam! Ma Pan rację! To mnie nie powinno obchodzić, ale muszę jednak wiedzieć, bo jak skroję Panu źle spodnie, to będzie Pana tak tutaj rypać…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)