Dlaczego bać się GMO należy? (1)
Bo to trujący mutant, który przyniesie zniszczenie nam i środowisku. Koniec.
Czy aby na pewno? Po pierwsze GMO (Genetycznie Modyfikowane Organizmy) nie są mutantami w naukowym tego słowa znaczeniu. W powszechnym rozumieniu mutant to odmieniec, dziwadło, potwór. Stąd tak częste asocjacje GMO z mutantami. Mutacja (łac. mutatio - zmiana) to nagła, skokowa, bezkierunkowa, dziedzicząca się zmiana w materiale genetycznym organizmu. GMO są tworami powstałymi w wyniku ukierunkowanej modyfikacji zmierzającej do oprawy właściwości użytkowych organizmu. Mogą być to bakterie (przykładowo: produkujące ludzką insulinę), drożdże (lepiej wykorzystujące brzeczkę piwną), zwierzęta (krowy produkujące w mleku ludzki hormon wzrostu) lub rośliny (odporne na insekty i herbicydy). Myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zakaże produkcji insuliny i pracy nad następnymi zastosowaniami z wykorzystywaniem mikroorganizmów. Największe kontrowersje wzbudzają natomiast GM zwierzęta i rośliny. Bliższa koszula ciału i zainteresowanie jakością tego co spożywamy jest zrozumiałe. Czego się zatem boimy w GMO? Jest to coś nowego, sztucznego, z laboratorium. Zawiera geny! Jest źródłem alergii. Jest nieekologiczne i nieetyczne. Nie wiadomo jakie będą skutki w przyszłości. To nie wszystkie argumenty, ale ostatni z wymienionych ma chyba najwięcej racji.
Fakt obecności obcego DNA nie stanowi zagrożenia jako takiego, gdyż kwas dezoksyrybonukleinowy nie jest toksyczny. Nie dochodzi też do transferu genów z żywności na spożywającego. Trywializując, od dawna bylibyśmy zieloni od żywienia się roślinami, gdyby przenosiły swoje geny na nas. Rozważmy przypadek GMO, posiadającego jeden nowy, obcy gen na 25000 genów własnych:
- „Szkodliwe” roślinne DNA trafiając do ludzkiego przewodu pokarmowego powinno się uwolnić w postaci liniowych fragmentów dostatecznie dużych by pomieścić informację o białku oraz elementy regulujące jego produkcję.
- Takie DNA musi przetrwać atak enzymów trawiennych, których zadaniem jest rozkładać DNA z żywności na cegiełki potrzebne do budowy nowego „ludzkiego”.
- Gdyby to się udało, musi znaleźć się jakiś sposób by DNA dostało się do komórek nabłonka jelita. Komórek wyspecjalizowanych we wchłanianiu substancji odżywczych, ale także bronieniu nas przeciw temu, co jest w naszej żywności. W laboratoriach udaje się uzyskać transgeniczne komórki ludzkie, jednak nie jest to proces spontaniczny i wymaga specjalnych warunków i odczynników.
- Nawet jeśli jakieś DNA dostałoby się do komórki, byłoby małym fragmentem poszatkowanego DNA z jelita. Duży, kodujący odcinek przegrywa konkurencje z mnogimi małymi fragmentami. Ponadto Natura wyposażyła nas w mechanizmy obrony przed obcym DNA, wirusami i transpozonami.
Ale nasze jelita nie są sterylną przestrzenią. Zamieszkuje je powiązana ze sobą (i gospodarzem) flora jelitowa. Czy geny mogą się zatem przenieść na nasze mikroby? Takie pytanie zadali badacze z Newcastle, a wyniki badań opublikowali w Nature Biotechnology w 2004 roku. Doświadczenia przeprowadzone przez Netherwood et al. potwierdziły wcześniejsze obserwacje, iż DNA z żywności nie wydostaje się z naszymi odchodami, ani wolne, ani w bakteriach kałowych. Badacze karmili modyfikowaną genetycznie soją osoby posiadające przetokę jelitową, u których trawiona treść jelitowa opuszcza organizm przez wycięcie w brzuchu uchodząc do woreczka. U badanych udało się odnaleźć z taką samą częstotliwością fragmenty genu odporności na Roundup jak i fragmenty „normalnego” genu soi w treści jelitowej. W grupie kontrolnej, zdrowych, nie wykryto żadnego. Gen odporności roślin na Roundup, epsp, koduje bakteryjne białko syntezy aminokwasów. Badacze przypuszczają, iż gen utrzymuje się wśród beztlenowej flory bakteryjnej, prawdopodobnie auksotroficznej, czyli zależnej od obecności danej substancji odżywczej, której samemu nie może wytworzyć. Nie udało się wyizolować tego mikroorganizmu, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że udaje się utrzymywać hodowle zaledwie 10% bakterii jelitowych. 3 z siedmiu badanych stomatyków posiadało we florze gen epsp przed rozpoczęciem eksperymentu, a karmienie soją nie zmieniło częstotliwości jego występowania.
Czy przytaczając te wyniki nie strzelam sobie w stopę? Nie, gdyż dowodzi to, że organizm ludzki potrafi radzić sobie z genami w żywności naturalnej czy GM. Dotyczy to także odporności na antybiotyki używanej otrzymywania GMO. Jeśli chodzi o antybiotyki, to wielkim zagrożeniem jest nieprzemyślane stosowanie ich (np. przeciw grypie) prowadzące do selekcji opornych mutantów. Wybierajmy naszą żywność mądrze i z rozwagą. Strach oparty na pogłosach jest złym doradcą, także jeśli chodzi o żywność pochodzącą z genetycznie modyfikowanych organizmów. W naszym wspólnym interesie jest wspierać producentów zdrowej, czystej, modyfikowanej lub nie żywności.
Jest to początek serii felietonów na ten temat „czy bać się GMO?”.
"Nauka jest jak seks. Są tego praktyczne skutki, ale nie dlatego to robimy"
Licznik działa od 27.04.07 i naliczył już wizyt.
można do mnie napisać
bromek.etydyny(rolmops)gmail.com
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka