Ethidium Bromide Ethidium Bromide
176
BLOG

Nasz Dziennik o GMO, a ja o Naszym Dzienniku

Ethidium Bromide Ethidium Bromide Polityka Obserwuj notkę 4

Tym tekstem chciałbym podjąć polemikę z artykułem prof. Stanisława Więckowskiego i  prof. Jacka Zimnego opublikowanym w Naszym Dzienniku w dniu 19 lutego 2007 „Genetyczne zanieczyszczenie środowiska

 

Tekst jest napisany przez osobę o naukowym przygotowaniu, lecz chaotyczny i zawiera wiele błędów merytorycznych. Także źródła z których autorzy czerpali pozostawiają wiele do życzenia pod kątem rzetelności. Nie jestem pewien dla kogo przeznaczony jest ten tekst, gdyż styl pisania i użyte pojęcia wahają się od infantylnych po ściśle naukowe. Wiem jak trudno jest pisać zrozumiale, zwłaszcza o dziedzinach, w których naukowcy posługują się fachowym słownictwem i żargonem. Trudno jest się poruszać po cienkiej linii miedzy trywializmem a przekazem zrozumiałym wyłącznie dla specjalistów.

Zacznę od przewijającego się przez tekst porównania GMO i tej technologii z wprowadzanymi w ubiegłym wieku środkami ochrony roślin: DDT czy 2,4,5-T (Agent Orange). Autor porównuje w ten sposób substancje, która z założenia miała być toksyczna lub zabójcza dla pewnych organizmów z żywymi organizmami, żywnością. Przez wiele lat uważano, że powyższe substancje są bezpieczne dla człowieka. Lecz czy może istnieć zupełnie bezpieczny herbicyd czy insektycyd? Czy obecnie używane substancje ochrony roślin są dla ludzi bezpieczne? Genetycznie modyfikowane organizmy to nie trucizna wprowadzona do środowiska. To białka, enzymy i ich produkty, istniejące już w środowisku. Takim przykładem jest białko produkowane przez bakterie Bacillus thuringensis. To białko, nazywane bt, posiada szczególna właściwość. Potrafi uśmiercać wybrane gatunki owadów. Istnieją odmiany bakterii, których białko bt jest toksyczne tylko dla określonej grupy insektów. Mikrobiolodzy przemierzają świat w poszukiwaniu kolejnych szczepów B. thuringensis produkujących nowe odmiany bt toksyny. Zastanówmy się teraz czy lepiej rozpylać środki ochrony roślin po olbrzymich powierzchniach, czy lepiej dostarczyć trująca dla owadów substancje od razu w miejsce działania? Ktoś zapyta: a co z bezpieczeństwem człowieka, konsumenta? Zanim opanowano transgenezę, wytwarzanie organizmów genetycznie modyfikowanych, toksyna bt była (i pewnie jest nadal) rozpylana nad polami. Nie ma doniesień o szkodliwości tego skądinąd naturalnej substancji dla człowieka. Natura nie znosi próżni, więc wcześniej czy później powstaną odporne chwasty i szkodniki, tak jak powstały oporne na antybiotyki bakterie.

 

Powtarzającym się zarzutem prof. Więckowskiego jest związek GMO z alergiami. W komentowanym tekście posługuje się przykładami „wpadek” biotechnologii. Sztandarowym przykładem jest wzbogacenie soi o białko z orzecha brazylijskiego. Produkt został wycofany, a firma wypłaciła milionowe odszkodowania. Jest to przykład rzeczywistej możliwości stworzenia nowego alergenu przez przeniesienie naturalnie nieaktywnego alergenu do innego organizmu. Obecnie aby zatwierdzić genetycznie modyfikowane rośliny należy przetestować nowy organizm według procedury opracowanej przez Allergy and Immunology Institute. Dla współczesnych producentów GMO jest lepiej zarzucić projekt nowego organizmu w fazie badan laboratoryjnych niż zmagać się konsekwencjami alergennej żywności. Ostatnio dowiedziałem się z konferencji, iż jeden z obiecujących projektów zmierzających do poprawy właściwości odżywczych ryżu został zamknięty z powodów alergenności. W tym przypadku, modyfikacja polegać miała na zwiększeniu ilości pewnego białka naturalnie występującego w nasionach ryżu. Na etapie komputerowej analizy stwierdzono, iż białko przypomina jeden ze znanych alergenów. W naturalnej ilości jest tolerowane, ale nikt nie wie co się mogłoby stać, gdyby ilość tego białka zwiększono kilkukrotnie. Nie podjęto tego ryzyka. Biotechnolodzy tez się uczą.

 

Natomiast inaczej niż poprzez stosowanie „ctrl+c, ctrl+v” nie potrafię wytłumaczyć obecności bzdury jaką jest „transgeniczny L-tryptofan” w tekście profesorów. Substancja chemiczna jaką jest L-tryptofan (aminokwas) nie może być transgeniczna, gdyż nie posiada materiału genetycznego, który można by poddać transgenezie. Rzeczywiście w 1989 roku doszło do śmierci osób przyjmujących preparat tryptofanu, który wtedy uważano za środek wspomagający zasypianie. Przyczyną nie było to, że został wyprodukowany przez modyfikowane genetycznie bakterie, lecz pominiecie przez producenta ważnego etapu oczyszczania. Sprzedawano wiec produkt zanieczyszczony innymi bakteryjnymi metabolitami. To była przyczyna śmierci. Winne nie są organizmy transgeniczne, ale producent i żądza zysku. Proszę pamiętać o tym przy codziennym łykaniu porcji witamin. Większość została wyprodukowana przez mikroorganizmy zmuszone do nadprodukcji danej substancji właśnie poprzez manipulacje genetyczne.

 

 

To tylko wybrane fragmenty tekstu. Nie sposób w krótkiej formie blogu rozprawić się z niesprawiedliwymi i nierzeczowym tekstem. Na koniec cytat z wywiadu dla GW (10-09-2001) którego udzielił Andrzej Jerzmanowski wraz z Ewą Bartnik i Piotrem Stępniem.

 

<< Czemu ludzie z taką rezerwą odnoszą się do organizmów transgenicznych?

A.J.: Wynika to ze sposobu, w jaki ludzie postrzegają świat. Większość z nas czyni to na sposób XVIII-wieczny, kiedy obowiązywał dogmat o niezmienności form organizmów. Wiara w statyczny świat rodzi poczucie bezpieczeństwa i porządku. Przyzwyczailiśmy się, że należymy do unikatowej, jedynej w swoim rodzaju, grupy. Aż tu nagle zjawiają się genetycy i mówią, że mogą przekładać geny z jednego gatunku do innego. Komfort wynikający z poczucia stałości form zaczyna pierzchać. Co teraz będzie? Sałata z genem szczura? Pomidor skrzyżowany z żabą? A co z nami? Gmeranie w genach godzi w poczucie naszej genetycznej tożsamości. Dlatego ludzie wolą unikać orzeszków arachidowych z genem chroniącym je przed szkodnikami. Jedzą "zwykłe" orzeszki, nie zdając sobie sprawy, że wiele z nich zawiera grzyby produkujące rakotwórczą aflatoksynę.

Wolimy sałatę naszpikowaną chemikaliami od wyposażonej np. w dodatkowy, chroniący przed szkodnikami gen.

A.J.: Bo wolimy, by jedzenie było tym, na co wygląda. Kiedy wbijam widelec w sałatę, to wierzę, że jem sałatę, a nie jakąś hybrydę z domieszką szczura. I nawet jeśli ktoś mi wytłumaczy, że ów dodatkowy gen chroni sałatę przed szkodnikami, to i tak czuję się nieswojo. Naruszona została bowiem granica niezmienności form. Jem coś, co zostało podstępnie pomieszane. A co będzie, jak wymiesza się ze mną?>>

"Nauka jest jak seks. Są tego praktyczne skutki, ale nie dlatego to robimy"   Licznik działa od 27.04.07 i naliczył już wizyt.   można do mnie napisać bromek.etydyny(rolmops)gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka