Kiedy słucham obu stron wypowiadających się na temat stanu wojennego i interwencji sowieckiej uderza mnie, że obie strony mówią w zasadzie obok siebie.
Jedni przypominają, że Jaruzelski sam prosił o interwencję a sowieci odmówili. Drudzy wskazują na manewry wojskowe przy naszej granicy i naiwność tezy, że sowieci zostawią nas w spokoju.
Obie strony mają rację.
Sowieci nie chcieli wejść, to jasne. Kolejna zbrojna interwencja była im w tym momencie kompletnie nie na rękę. Oczywiście gdyby Polska jakimś cudem wybiła się na niezależność, to by weszli. Na wolny kraj w środku imperium nie mogli sobie przecież pozwolić.
Sowieci jednak nie musieli wchodzić, bo cały czas mieli w Polsce pod kontrolą znaczne siły zbrojne.
Ludowe Wojsko Polskie.
Cieszę się, że to Jaruzelski zrobił stan wojenny. Bo gdyby odmówił, sowieci zdjęliby go ze stanowiska a wojsko na ulice wyprowadził by Kiszczak i jakoś nie mam wątpliwości, że byłoby znacznie więcej ofiar.
Ale nie jest to też żaden powód do chwały dla generała - walczył tak na prawdę nie o Polskę, ale o własną skórę.
Polska nie miała szans. Jedyne, co było niewiadomą to kto poprowadzi inwazję - Jaruzelski, Kiszczak czy jednak Sowieci.
e.58740


Komentarze
Pokaż komentarze (10)