Na wstępie refleksja - medialny rozwój "afery czternastolatki" po raz kolejny pokazuje celność powiedzenia de La Rochefoucaulda.
Ważniejsza jest natomiast inna konstatacja - wystarczyło nieco inaczej ustawić problem i oto prawaki zapamiętale wykrzykują hasło lewizny:
ZABRAĆ DZIECI RODZICOM!
A sprawa wydawałoby się jest prosta. Zgwałcona dziewczyna. Ma prawo do aborcji. Ponieważ jest nieletnia, decyzję musi podjąć wraz z rodziną. Wydawałoby się, że każdy szanujący się prawak zakrzyknie: wara Wam! Nie wasza sprawa, jak rodzice wychowują swoje dzieci. To ich decyzja i ich odpowiedzialność. To oni ponoszą koszty utrzymania, to oni gotowi są oddać życie za swoje dzieci, to oni ponoszą konsekwencje złego wychowania. Dlatego to oni decydują.
Otóż okazuje się, że to całe gadanie to pic na wodę. Kiedy tylko rodzice mają wspierać dziecko radą w jakiejś poważnej kwestii prawaki nagle ładują się w taką rodzinę z butami. Nagle okazuje się, że do dziecka ma mieć dostęp ksiądz, banda podejrzanych dewotek, sekretarz partii - każdy, tylko nie matka. Bo matka ma niewłaściwe poglądy.
Do sztambucha:
Jeśli jeszcze kiedyś jakiś prawak będzie próbował argumentować, że to rodzice powinni wychowywać swoje dzieci, wystarczy przypomnieć co mówił przy okazji tej sprawy. W większości przypadków - wystarczy.
e.98608


Komentarze
Pokaż komentarze (31)