Trzy są, mniemam, występne zaniechania w obecnej polskiej polityce względem Republiki Federalnej Niemiec.
Pierwsze dotyczygazociągu Nord Stream. Drugie,niemieckich reparacji wojennych.Trzecie,polskich odszkodowań dla obywateli niemieckich za pozostawiony w Polsce majątek. Czwarte,braku jakiejkolwiek polskiej odpowiedzi na powstające w Berlinie „Centrum Przeciw Wypędzeniom.”
Ad (1)
Niezneutralizowanie konsekwencji projektu Nord Stream,jest niewątpliwą porażką Tuskowego gabinetu. Oczekiwaną i zrozumiałą, gdy wziąć wzgląd na intelektualną słabość tworzącej go ekipy. Kiedy dwa lata temu jasnym się stało, że polskie protesty nie są w stanie zablokować powstania gazociągu, polski rząd nie poczynił żadnych kroków, by uzyskać choćby częściową kontrolę nad niekorzystnym dla Polski przedsięwzięciem. Wchodząc na przykład w spółkę z budującym go konsorcjum. Zmiękczeni międzynarodowym naciskiem, rozwiązanie to zaproponowali nam dopiero Niemcy!
A my?
Jak we mgle, jak we śnie...
Ad (2 i 3)
Często deklarujemy, że chcielibyśmy, aby nasze państwo prowadziło politykę opartą na chrześcijańskiej moralności. Mimo to sami, w życiu powszednim, nie zawsze kierujemy się wyznaczającymi ten światopogląd zasadami.
Weźmy choćby sprawę przyłączonych do Polski po wojnie terytoriów zachodnich i północnych. Jedynie za łeb przymuszeni potrafimy przyznać, że powojenna zmiana granic odbyła się z pogwałceniem większości konstytujących chrześcijańską moralność reguł. Konsekwencją tej postawy jest nasza dzisiejsza amnezja, niechęć do pamięci o milionach Niemców wypędzonych, często przy naszej aktywnej pomocy, z rodzinnych domów. Kiedy te zachowania nam ktoś wypomina, tłumaczymy, że nam, na barbarzyńskim Wschodzie, Rosjanie uczynili to samo. Tak, jakby dla Niemców miało to znaczenie...
Krzywdy, którą wyrządziliśmy winniśmy dziś naprawić. Ludziom, którzy utracili majątki bezdyskusyjnie należą się odszkodowania. Rozwiązanie to leży w naszym interesie. W interesie czystego sumienia i psychicznego zdrowia wszystkich Polaków.
Ponieważ naszego państwa nie stać dziś na wypłatę kwot, zapewne miliardowych, sprawę odszkodowań dla Wypędzonych winniśmy starać się rozwiązać łącząc ją z należnymi Polsce wojennymi reparacjami.
Z wielu względów propozycja ta powinna być polską inicjatywą. Ale czy będzie? Nasz rząd nie lubi się przemęczać. Jego członkowie do pracy zakładają Miłoszowe „prasłowiańskie gacie”. Oni już tak mają. To haute couture obecnego rządu.
Ad (4)
Dwa lata temu polski adwokat mieszkajacy w Berlinie, Stefan Hambura, pisał:„walka o zbiorową pamięć historyczną rozstrzygnie się w Berlinie. Niestety brak tutaj działań ze strony polskiej. Jeszcze jest czas na zażądanie przez Polskę, aby w samym centrum Berlina – obok pomnika Holocaustu – powstało „Polskie Centrum” pokazujące także martyrologię narodu polskiego podczas II wojny światowej. Jeżeli „Polskie Centrum” w Berlinie nie powstanie, to za chwilę będą znane tylko dwie grupy ofiar II wojny światowej: Holocaustu i „wypędzonych” Niemców.”
Pan Hambura nie był jedynym wybitnym polskim działaczem i publicystą piszącym na ten temat. W tamtych dniach materię pamięci historycznej bardzo szeroko dyskutowano w polskich mediach. Osiągając consensus.
Jaki?
Ano, że dobrze byłoby ukazać niemieckich wypędzonych, ramię w ramię z Polakami wygnanymi na przykład z Gdyni. Albo tymi, których wygnano z Wielkopolski, Bydgoszczy, Warszawy, czy też Zamojszczyzny. Alles zusamen. W szerokiej panoramie. Donośnie podkreślając odpowiedzialność państwa niemieckiego za rozpętanie wojny.
Od debaty upłynęły dwa lata. W tym czasie, w żadnej z wymienionych tu spraw nic nie zrobiono. Rząd śpi. Czasem pogra w piłkę. Czasami w automaty. I tak się wałkoni.
Inne tematy w dziale Polityka