Warszawa. Długi wiek XX
„Wyrostkiem już byłem, kiedy w 1907 r. wybuch szarpnął podstawami pomnika, ale obalić go nie zdołał. Wybuch, tak jak rewolucja tamtych lat, był tylko zapowiedzią.
A kiedy w tym 1907 r. dojeżdżałem do Warszawy, na dawnym miejscu pomnika z Zielonego placu, na placu Saskim, inny osobliwy pomnik już wyrósł.
Od Pruszkowa tkwliśmy z siostrą w oknie wagonu. Niewiele ona nosem ponad okienną szybę sięgała. Na horyzoncie poczęła zarysowywać się sylweta Warszawy.
- O, o, co to jest? - powiada Jadwiga – tak się świeci.
Było tam coś daleko, niby złote, szklane kule, jakie widywaliśmy na patykach w ogrodach.
Matka spojrzała w kierunku naszych spojrzeń. I milczała długą chwilę.
- Cerkiew - powiedziała potem. - Moskiewska cerkiew w Warszawie.”*
Od tego czasu upłynęło ponad sto lat. A tak niewiele się zmieniło. Tylko, wjeżdżającym do miasta, co innego panoramę zasępia...
***
“Ci i owi umówili się, że nie będą widzieli tego kolosa. Pan Stanisław Krzemiński, statysta, historyk, Rządu Narodowego sekretarz, ślub ponoć uczynił, że póki sobór stoi, on przez plac Saski nie przejdzie. I tak już do śmierci zbeszczeszczony plac bocznymi ulicami okrążał. Umieli milczeć ci ludzie.”*
- A my? Sto lat później. Jaka dziś nasza jest kondycja? Kijanek bez kręgosłupów?
- Eeee tam! My wolni, dlatego wszystko nam jedno :)
*Jan Fryling, Złote litery, srebrne litery,Polska Fundacja Kulturalna, Londyn, 1974
Inne tematy w dziale Kultura