Miły Panie corrylus,
powodem moich dzisiejszych uwag, jest dyskusja, która wybuchła wczoraj na pańskim blogu, pod opublikowanym tam przez pana opowiadaniem ”Majakowski dla ubogich”. Jej mało wybredna, nieszczęśliwie naznaczona przez pana niedobrym, cenzorskim duchem forma, nie jest tu niczym nowym. Zjawisko to ma na Salonie już od dawna swojego ojca. Na imię mu bożyszcze kiczu, Bloger Roku! Monsieur toyah!
Chłopina ta, kiedyś całkiem nieźle pisząca barwne felietony, od chwili, gdy otoczyło ją liczne grono wielbicieli i adoratorów uwierzyła w swą nadzwyczajną wyjątkowość i niepospolitość. I zapadła w chorobę. Przestała mówić. Zacząła głosić. Więc teraz nawet, kiedy jąka się, to ex cathedra.
Na swoim blogu żąda od czytelników karności i posłuszeństwa. A jeśli kto, choćby cienkim piskiem zaprzeczy głoszonym przezeń prawdom, toyah za karę go batoży i banuje. A więc zachowuje się tak samo, jak pan wczoraj coryllusie, gdy Piękna Remedios odważyła sie negatywnie skomentować pańskie pisarstwo i z głupia frant stwierdziła, że jest pan grafomanem.
Drogi panie, czemu nie podjął pan z nią, tak jak należy, polemiki? Rzeczowej, merytorycznej dyskusji na argumenty? Czy pańskie postępowanie znaczy, że od dziś, podobnie jak toyaha, pana również nie wolno krytykować?
Czy zauważył pan, że zamykając banem usta swym przeciwnikom, nie tylko wszedł pan w bolszewickie walonki toyaha, ale też nadał pan swej prześladowczyni znacznie większą aniżeli zasługuje rangę i wiarygodność? Odbierając głos Pięknej Remedios dał jej pan moralne zwycięstwo w toczonym pojedynku.
Ale... czy to nie Krasicki mówił: prawdziwa cnota krytyk sie nie boi?
Lubię pańskie pisarstwo. Szczególnie język i styl, w którym opowiada pan o teraźniejszej, czy byłej polskiej codzienności. Pańskie nowelki o kupnie, przewozie i stawianiu domu należą do moich ulubionych. Wbrew temu co pisała Remedios uważam, że dysponuje pan wcale niemałym talentem. Tym bardziej nie wolno panu dać się kupić towarzystwu słodkich klakierów i adoratorów. Proszę się mieć na baczności. Nie wolno panu wpaść w toyahową pułapkę! Bo to intelektualny koniec.
Inne tematy w dziale Kultura