Poniżej jeden z ulubionych przeze mnie prześmiewczych wierszyków Jacka Kaczmarskiego. Dziś dedykuję go Panu Janke, gdyż w nadzwyczajny sposób komponuje się z jego obecną (nieobecną) postawą w Salonie. Może lektura dobrej poezji zmusi naszego "jeźdźca" do myślenia i gruntownej zmiany postępowania...
OSŁY I LUDZIE
(Goya)
Dosiadł mnie osioł okrakiem
I rykiem obwieścił donośnym
Że na wierzchowcu takim
Będzie jeźdźcem wolności
Wbił mi w żebra ostrogę
Wepchnął do ust kostkę cukru
Chwostem tnąc w poprzek nogi
Zmusił bez trudu do truchtu
Zaduch ośli mnie dusi
Jestem kloaką jeźdźca
Bo co spod ogona wypuści
Na moich gromadzi się plecach
Małpy śpiewają mu pieśni
I łaską zwą co jest musem
On ryczy nad uchem Nie śpij!
I już nie truchtem już kłusem
Mija nas inny wierzchowiec
Z wysiłku ogłuchł i oślepł
Osioł gp kopie po głowie
Cień jego uszy ma ośle
Nikt już nie mówi po ludzku
Rykiem i śmiechem się chwalą
Głaszczą i chłoszczą do skutku
Kłus nasz przechodzi w galop
Pędzę na zgiętych kolanach
Więcej niż mogę znieść znoszę
Aż świta myśl niesłychana
I ludzką głowę podnoszę
To nic że ostrogi bodą
Szpicuta nad uchem gra
To jeżdziec stworzony pod siodło
I jeźdźca dosiąść się da!
1980
Inne tematy w dziale Polityka