Wczoraj szukając czegoś w bibliotece natknąłem się znienacka na zapomnianą już dziś, wydaną ponad dekadę temu, książkę Petera Rainy "Rozmowy z władzami PRL"(Warszawa, 1995). Przeglądając ją natrafiłem na fragment (od wielu lat znanej mi) relacji, który teraz wywołał czemuś we mnie nadzwyczaj żywą refleksję. Raina opisuje w nim rozmowę, którą generał Jaruzelski, we wrześniu 1986 roku, przeprowadził z kardynałem Janem Królem.W jej trakcie Jaruzelski z nienawiścią i pogardą miał powiedzieć:
"Niedawno ks. Jankowski zaprosił Michnika do św. Brygidy i ten Żyd zawładnął całym kościołem, wydawało się, że przystąpi do ołtarza i będzie odprawiał Mszę."
Zdanie to w przedziwny sposób zapadło mi w pamięć i przez cały wieczór nie dawało spokoju . Nie pozwalało skoncentrować się nawet na prostych czynnościach. Prowadzić rozmów na inne tematy. Nie pozwalało zasnąć.- Jakim wspaniałym i szlachetnym człowiekiem musi być redaktor Michnik! Jakże pełnym pokory! - myślałem. Albo też: - jak wielki i ważny projekt musi realizować, skoro potrafił potrafił poświęcić dlań honor i ambicję i zmusił się, by wybaczyć i przytulić do serca autora nienawistnych i pogardliwych słów?Rano, przy śniadaniu zwierzyłem się ze wszystkiego Gapci.- Gupi jesteś powiedziała. Do wszystkiego starasz się dorobić ideologię. A Michnik jest po prostu egocentrykiem i sensatą. Poza tym ostro pije. I zauważ, że lubi to robić w towarzystwie ludzi utytułowanych!Gapcia swoje, a mnie cel i rozmiary Michnikowego projektu dalej nie dają spokoju...
Inne tematy w dziale Polityka