Bronisław Wildstein odniósł ostatnio kilka znaczących sukcesów na niwie literatury. Paweł Lisicki, naczelny Rzepy, nie chcąc być gorszy tez napisał powieść. Jej tytuł "List do damasceńczyków". Od kilku dni gazeta Fakt wydaje ją w odcinkach.
Dzieło Lisickiego to rzecz odważna. Z twórczością Wildsteina łączą ją głównie kwestie obyczajowe; bezpruderyjność, porno-momenty, wreszcie wnikliwy warsztat. Bez zboczeń wszakże! Płeć jest tam obecna bardzo tradycjonalnie, jak u Reymonta, na ludowo a gry wstępne i akty seksualne Lisicki opisuje z wdziękiem, aczkolwiek... możliwe, że nieco zbyt nerwowo:
"Wtulił się w jej piersi, małe i jędrne. Westchnęła głęboko. Wskoczył na nią, rozchyliła nogi. Nareszcie, nareszcie - jego całe ciało krzyczało z rozkoszy. Poczuł przypływ radości, że tak łatwo i szybko ją zdobył ".
No cóż, jak na czasy po premierze Millerze, bohater Lisickiego to szybkostrzelny szwoleżer J
*
Nikt nie zna przyczyn, dla których różowa literatura, zdobyła w ostatnim czasie tak wielu sympatyków w redakcji Rzeczpospolitej. Choć mam w tej kwestii pewne podejrzenia, nie ujawnię ich tutaj. Po co spekulować, nie mam ochoty wyjść na jelenia.
Me tezy przedstawię, gdy w kioskach będą dostępne „świerszczyki” reszty wesołej ferajny... Semki i Jankego.
Inne tematy w dziale Kultura