25 lutego 1994 roku pejsaty Żyd, Boruch Goldstein, wtargnął do Groty Praojców w Hebronie i zastrzelił 29 modlących się w niej muzułmanów.
19 kwietnia 1995 roku prawicowy ekstremista, McVeigh, zdetonował w Oklahoma City bombę, która zabiła 168 osób.
22 lipca 2011 roku chrześcijański szowinista, Anders Breivik, w centrum Oslo i na wyspie Utoya zamordował 76 ludzi.
Wszystkie trzy morderstwa mają wspólny mianownik. Ich sprawcy to działający indywidualnie sympatycy prawicy, osoby głęboko religijne.
Wielu komentatorów uważa wszakże, że to nieistotne. Dużo ważniejszym wyróżnikiem tych mordów - mówią - jest fakt, że zbrodni dokonali ludzie wyraźnie chorzy psychicznie.
-Człowiek zdrowy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Pobudki i światopogląd morderców nie grają tu żadnej roli. Zabójcą mógł być ktokolwiek. Mordować potrafią, jak wiadomo, również przedstawiciele lewicy.
To prawda. Tym niemniej składa się tak, że autorami trzech największych, dokonanych indywidualnie, terrorystycznych mordów ostatniego dwudziestolecia są religijni prawicowcy.
Czemu? Czyżby sympatycy prawicy byli mniej odporni na choroby psychiczne? Jak wytłumaczyć, czemu fanatyzm tak często dotyka religiantów i narodowych szowinistów?
Inne tematy w dziale Kultura