Dziś prezentuję jeden ze starszych wierszy Tranströmera. Jest to wiersz o naszej samotności (zaspakajającej się dziesięcioma minutami rano i dziesięcioma minutami wieczorem). Ale i o kolektywności. O naszym byciu częścią ruchu drogowego – będącego jednocześnie samotnością w tłumie.
Tomas Tranströmer
SAMOTNOŚĆ
Gdzieś tutaj lutowym wieczorem bliski byłem utraty życia.
Samochód wpadł w poślizg i dostał się
na lewą stronę drogi. Jadący naprzeciw –
ich światła – znalazły się bardzo blisko.
Moje nazwisko, moje dziewczyny, moja praca
oddzieliły się ode mnie i zostały z tyłu, ciche,
oddalone coraz dalej. Ja byłem anonimem
jak chłopiec na szkolnym boisku otoczony przez wrogów.
Jadący z przeciwnej strony mieli ogromne reflektory.
Oświetlały mnie kiedy kręciłem kierownicą
przezroczysty w przerażeniu płynacym jak białko jajka.
Sekundy pęczniały – zajmując coraz więcej miejsca –
wielkie jak gmachy szpitalne.
I prawie można było się zatrzymać,
odpocząć chwilę
przed zderzeniem.
Nagle koła załapały: pomocne ziarna piasku
albo cudowne uderzenie wiatru. Auto wyszło z poślizgu
i przeleciało na drugą stronę jezdni.
Słup, zgniecenie – ostry dźwięk –
odleciał w ciemność.
Nastał spokój. Siedziałem w ciszy i patrzyłem
jak ktoś idzie przez śnieżycę
żeby zobaczyć jak ze mną.
II
Chodziłem długo
po zmrożonych polach wschodnich gotów.
Żadnego człowieka jak okiem sięgnąć.
W innych częściach świata
ludzie rodzą się, żyją i umierają w stałym tłoku.
Bycie cały czas widocznym – życie
pod obstrzałem wielu oczu –
musi dawać specjalny wyraz twarzy.
Twarz obłożoną gliną.
Bełkot podnosi się i opada
kiedy dzielą poimiędzy siebie
niebo, cienie, ziarna piasku.
Muszę być sam
dziesięć minut rano
i dziesięć minut wieczorem.
- Bez programu.
Wszyscy stoją w kolejce do wszystkich.
Wielu.
Jeden.
(KLANGER OCH SPÅR, 1966, Tłum. euromir)
ENSAMHET
Här var jag nära att omkomma en kväll i februari.
Bilen gled sidledes på halkan, ut
på fel sida av vägen. De mötande bilarna –
deras lyktor – kom nära.
Mitt namn, mina flickor, mitt jobb
lösgjorde sig och blev kvar tyst bakom,
allt längre bort. Jag var anonym
som en pojke på en skolgård omgiven av fiender.
Mötande trafik hade väldiga ljus.
De lyste på mig medan jag styrde och styrde
i en genomskinlig skräck som flöt som äggvita.
Sekunderna växte – man fick rum där –
de blev stora som sjukhusbyggnader.
Man kunde nästan stanna upp
och andas ut en stund
innan man krossades.
Då uppstod ett fäste: ett hjälpande sandkorn
eller en underbar vindstöt. Bilen kom loss
och krälade snabbt tvärs över vägen.
En stolpe sköt upp och knäcktes – en skarp klang – den
flög bort i mörkret.
Tills det blev stilla. Jag satt kvar i selen
och såg hur någon kom genom snöyran
för att se vad det blev av mig.
II
Jag har gått omkring länge
på de frusna östgötska fälten.
Ingen människa har varit i sikte.
I andra delar av världen
finns de som föds, lever, dör
i en ständig folkträngsel.
Att alltid vara synlig – leva
i en svärm av ögon –
måste ge ett särskilt ansiktsuttryck.
Ansikte överdraget med lera.
Mumlandet stiger och sjunker
medan de delar upp mellan sig
himlen, skuggorna, sandkornen.
Jag måste vara ensam
tio minuter på morgonen
och tio minuter på kvällen.
– Utan program.
Alla står i kö hos alla.
Flera.
En.
Inne tematy w dziale Kultura