Wyborcze porażki oraz postępujący rozłam w partii gwałtownie osłabiły polityczną pozycję Jarosława Kaczyńskiego. Od kilku tygodni proces jego upadku uległ wyraźnemu przyśpieszeniu . W tej sytuacji Prezes PiS zdaje się wierzyć, że z opresji uratować go może jedynie fizyczna konfrontacja, powtórzenie na wielką skalę listopadowego scenariusza.
13 grudnia czekają nas rozruchy. W wolnej i demokratycznej od 20 lat Polsce, na warszawskich ulicach, pod pretekstem rzekomo zagrożonej polskiej suwerenności, Kaczyński z kamieniem w dłoni stanie bronić swego fotela (oraz kapelusza).
Rozruchy mają odwrócić naszą uwagę;
- od faktu nieistnienia merytorycznie krytykującej rząd opozycji,
- od braku posiadania przez nasze elity wizji odparcia zbliżającego się kryzysu,
- od dyskusji o stopień i zasięg naszej integracji z Unią Europejską.
Czy to się uda? Pewnie tak, sztucznie wywołany konflikt najprawdopodobniej kolejny raz sprowadzi polskie rozmowy na jałowe manowce!
Z tej perspektywy patrząc Polska jak zwykle dostanie w pysk, zaś JarKacz kolejny raz zbierze bogaty plon.
Komentarze
Pokaż komentarze (35)