Kilka dni temu Starosta Melsztyński skomponował notkę* cieszącą się nie tylko dużym powodzeniem ale i wielką urodą. Traktowała o pięknie naszego języka ojczystego. Starosta pytał w niej o najładniejsze polskie słowo. Aby dobrym zaświecić przykładem przedstawił Czytelnikom kilka własnych zakochań i zauroczeń. Okazało się, że należą do nich gościniec, pieczeniarz oraz poranek majowy.
Większość komentarzy, które niebawem opublikowano pod jego tekstem, utrzymana była w bardzo podobnym, pół harcerskim i pół ministranckim tonie. Ich autorzy, w ad hoc powstałym plebiscycie, za najpiękniejsze polskie słowa uznali wspaniale szeleszczące spółgłoskami: dżdżownicę, źdźbło, poranek, pantałyk, ukojenie, staroświeckość oraz ulotkę.
Znalazło się wszakże kilku prześmiewców - obrazoburców, którzy (zapewne, aby naruszyć bogoojczyźnianość chwili) wskazali na kilka zdecydowanie niecenzuralnych przykładów mających rzekomo równie dobrze dowodzić piękna naszej mowy. W tym celu przywołano starosłowiański zwrot kurwa mać oraz prawdopodobnie równie antyczne: chuja, dzidzię i Piździuka - określenia niewątpliwie obsceniczne, o charakterze mocno wulgarnym i seksistowskim.
Obsceniczne, wulgarne? Godne wyrugowania z naszej kultury? Czy możemy być tego pewni?
Chyba nie, gdyz nie istnieje uniwersalna wykładnia obsceniczności. Określenie tego, co się na nią składa jest bardzo niewyraźne i ruchome. W dużym stopniu zależy od czasów i stopnia tolerancji społecznej (vide Anglia wiktoriańska i Anglia szekspirowska).
Wiele społeczeństw, również demokratycznych, aby ukrócić drażniące je obscenę i wulgarność (uważane z nie zawsze zrozumiałych powodów za wartości zdecydowanie pejoratywne) stosuje cenzurę – mimo świadomości, że cenzura ogranicza swobodę wypowiedzi, a więc również swobody obywatelskie.
Na blogu Starosty do gwałtu na wolności słowa, chwalić Boga, nie doszło. Nasz paraszwedzki Kolega dyskusję sprytnie zdusił. Zanim wybuchła :)
Pytanie tylko, po co?
Nie zapominajmy, że w XIX wiecznej, wiktoriańskiej Anglii pruderia wraz z autocenzurą zaszły któregoś dnia tak daleko, że aby nie wywoływać niepożądanych skojarzeń, w miejscach publicznych zaczęto gremialnie przysłaniać materiałem nawet nogi od stołu J
* http://tekstykanoniczne.salon24.pl/380781,najpiekniejsze-slowo-polszczyzny
Inne tematy w dziale Kultura