Idąc ulicami centrum Katowic natykam się codziennie na masy ludzi proszących o wsparcie. Są wśród nich zarówno kloszardzi, jak i kalecy, że o młodych narkomanach nie wspomnę. Trudno ich krytykoać, bowiem zgodnie z duchem kapitalizmu lokują swą ,,działalność,, w miejsca najmocniej frekwentowane przez ludzi spieszących bądź do pracy, bądź na dworzec kolejowy, czy autobusowy.
Widok ich nie przeszkadza mi, a jedynymi którym spędzać on może sen z powiek są służby porządkowe, bądź Policja, gdyż dopiero co przepędzeni wracają za chwilę w to samo miejsce.
W tym kontekście powstrzymam się od alegorycznych stwierdzeń, że za Tuska bieda sięga monstrualnych rozmiarów, bo podwaliny pod ,,na bruczek kochanieńki,, jak mawaił urzędnik w ekranizacji ,,Kariery Nikodema Dyzmy,, położyła, jako minister pracy z ramienia SLD pewna tragicznie zmarła, śląska polityk.
Ale wracając do żebrzących na katowickich ulicach. Nie są oni sympatyczni i za nimi nie rozciąga się woń jakiegoś perfum, co powoduje że nasze zmysły odbierają ich jako niebezpieczeństwo dla naszego dobrego samopoczucia i nakazują nam zmienić kierunek, albo wprowadzają inny wariant ewakuacyjny. Rzadko tylko okazujemy się na tyle pełni empatii, albo zaskoczeni, że rzucimy im grosik do kubka po starbusiowej kawie, który jeszcze chwilę temu służył jako pojemnik od szlachetnego napoju za 6,90 pln. jakiemuś urzędnikowi, albo innemu człowiekowi, któremu sie dobrze powodzi.
Rzadko dochodzi w opisanej powyżej materii do przewartościowań i tak sądziłem do momentu kiedy schludnie ubrana sześciesięciolatka stojąc na chodniku nagle zapytała mnie przechodzącego obok, czy nie wsparłbym jej groszem.
Wyraz twarzy tej kobiety był krzykiem desperacji, z jednoczesną dumą i godnością z jej oczu bijącą.Skonfudowany nie myślałem o kieszeni z drobnymi, ale kierowany jakąś zewnętrzną siłą sięgnąłem po portfel, wyciągając banknot.
Ona podziękowała, życząc mi zdrowia.ja odpowiedziałem ciągle zaskoczony sytuacją, przepraszam, że mogę dać pani tylko tyle.
Zdarzenia, które los zsyła na naszą drogę powinny skłonić nas do zadumy, że nie jesteśmy szarą masą odsteplowaną numerami klienta, czy pesel. Jesteśmy konglomeratem osobowości i życiorysów i każdy z nich jest pięknym, ale często też i smutnym przeznaczeniem.
Miejmy to na uwadze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)