Rzemiosło jest ciężkim kawałkiem chleba zwłaszcza w kraju, gdzie ludzie są cały czas na dorobku i jakże często muszą kredytować swoje marzenia. Do takich marzeń należą podłogi drewniane, które ze względu na klimat są u nas szeroko rozpowszechnionym rodzajem ,,wykładziny,, ale z uwagi na technologię produkcji tego materiału i przeważnie pochodzącą z zagranicy chemię nie dla każdego osiągalne.
Dlaczego o tym piszę, bowiem wraz ze wzrostem ceny jednostkowej czegokolwiek wzrastają wymagania co do jakości, tudzież rodzą się nie wiedzieć czemu i skąd ,,pomysły,, abstrahujące od specyfiki materiału i jego przeznaczenia..
I tak w trakcie pracy okazuje się na przykład, że dąb, oglądany wcześniej w salonie sprzedaży, na podłodze wydaje się być zbyt brązowy. Słoje nie idą tak, jak na wzorach pokazywanych przez sprzedawcę. Lakier nie ma idealnie takiej samej gradacji połysku, jak meble i futryny okien, czy drzwi, a listwy przypodłogowe powinny być tak zamontowane, aby w każdej chwili można je było bezinwazyjnie zdjąć i założyć nowe.
Fachowiec, który poważnie traktuje swoją pracę zna się też na psychologii i ,,czytając,, charaktery klientów antycypuje pewne rozwiązania w myśl zasady ,,dmuchania na zimne,, cieszy się kiedy jego argumenty trafiają na zrozumienie, wiloletnia praktyka zawodowa skutkująca fachowością zostaje doceniona.
Czasem jednak trafia kosa na kamień i tak było tym razem.
W trakcie prac okazało się, że pani zleceniodawczyni, która na czas prac musiała być w domu, aby przypilnować, żeby nic nie wyniesiono, pracuje w korpo, jednej z największych w branży z centralą w Luksemburgu. Skąd to wiem, ano z permanentnego afiszowania się elitarnym charakterem dzialu, gdzie została zatrudniona. Pani pracuje po kilkanaście godzin na dobę, a kiedy szef Hindus zadzwoni w nocy tez trzeba przyjść do pracy, a kolegę pani to nawet z kotniska zawrócono, bo jakaś specyfikacja nie miała parafki. Pani jest oczywiście szczęśliwa z takiego stanu rzeczy i nie rozumie ludzi z centrali z Luksemburga którzy mają sjestę, kilka przerw dziennie i przez to w Polsce ona i koledzy muszą na ich dyrektywy czekać. To czekanie jest umilane dobrej jakości kawą dostępną na każdym piętrze biurowca, którą przyrządzają wysokiej jakości włoskie automaty.
Pani będąc w domu też jest w pracy i permanentnie wisi na słuchawce mówiąc kodowanym językiem i to na tyle głośno, żeby rzemieślnik wszystko słyszał. Tym samym tonem dyskutowane sa problemy nazwijmy to łóżkowo towarzyskie.
Pani jest rozwódką ma w doopie KK,ma 13 letnią córkę, której spełnia każdą niemal zachciankę.
W ogóle można odnieść wrażenie, że córka robi z mamusią co chce, czyli ogon macha psem, ale obie mają, wedle pani mniemania, mocne charaktery.
Ogólnie stopień zidiocenia pani, czy jej infantylności ( kobieta lat ok. 50 ) przerasta wszelkie wyobrażenia i każe zadać pytanie o to jakimi kryteriami kierują się spece od HR, że takie ,,rodzynki,, dostają intratne i odpowiedzialne posady.
Jedna z głośnych, telefonicznych rozmów przyniosła jasność także w tej kwestii.
Panią zarekomendował Hindusowi inny leming.
Do tej pory pojęcie leminga, pracującego w korpo było dla mnie abstraktem znanym li tylko z prasy, albo neta.
Teraz zobaczyłem taki egzemplarz na własne oczy.
Sam fakt ich wyborów politycznych jest zatrważający, ale bije na łeb świadomość, że ich wybrańcy kierują państwem.
Efekt tych rządów jest już tylko konsekwencją intelektualno-emocjonalnego stanu ich wyborców.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)